Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Ludzie »

Emanuela. 30 lat później

Tobias Jones


05-07-2013 / AP

 W ubiegłym miesiącu minęła trzydziesta rocznica jednej z najbardziej znamiennych, a zarazem tajemniczych włoskich zbrodni. 22 czerwca 1983 r. zaginęła piętnastoletnia obywatelka Państwa Watykan, Emanuela Orlandi. I samo porwanie, i poszukiwania, były przedmiotem niejasnych, potajemnych rozgrywek.


Manifestacja w rocznicę porwania Emanueli, Watykan 2012 /fot. Internet

Manifestacja w rocznicę porwania Emanueli, Watykan 2012 /fot. Internet

 Jej zaginięcie, które nastąpiło pod koniec epoki zimnej wojny i było związane z jednym z najbardziej nieprzeniknionych państw świata, nie zostało nigdy wyjaśnione, zrodziło natomiast mnóstwo teorii spiskowych. Istnieje co najmniej dziesięć wersji tego, co mogło się wydarzyć, a każda z nich wydaje się zarówno prawdopodobna, jak i zupełnie niewiarygodna; przekonująca i zarazem w jakiś sposób naciągana.

Fakty są znane. Emanuela była czwartm z pięciorga dzieci Marii i Ercolego Orlandich. Jej ojciec – podobnie jak wcześniej jej dziadek – był „comesso”, watykańskim urzędnikiem. Emanuela, która kończyła właśnie drugą klasę średniej szkoły, wyszła popołudniu z domu na lekcję muzyki, odbywającą się poza Watykanem. Była zapalonym muzykiem, grała na fortepianie i na flecie poprzecznym. Miała na sobie tenisówki, dżinsy i białą bluzkę. Wsiadła do spóźnionego autobusu nr 64, jadącego w stronę jej szkoły muzycznej. Wyraźnie rozkojarzona, poprosiła o wcześniejsze skończenie lekcji, o 18.50. Z późniejszej rozmowy telefonicznej z jej siostrą Fredericą wynikało, że jakiś mężczyzna zaproponował jej spore honorarium za udział w reklamie kosmetyków Avon. Frederica poradziła młodszej siostrze, żeby porozmawiała na ten temat z rodzicami. Kiedy jej koledzy wsiadali do autobusu, mignęła im Emanuela rozmawiająca z kobietą o rudych włosach. Widziano ją także obok zielonego BMW, w którym znajdowała się torba firmowa z napisem Avon. Emanuela nie przyszła na spotkanie z drugą z sióstr, Cristiną, z którą była umówiona pod Trybunałem Kasacyjnym (Tribunale della Cassazione). I nikt już nigdy jej nie zobaczył.

Trzy dni po zaginięciu Emanueli do jej domu zatelefonował mężczyzna, który przedstawił się jako “Pierluigi”. Oświadczył, że jego przyjaciółka zna dziewczynę pasującą do opisu Emanueli: sprzedaje kosmetyki, nosi okulary, podaje, że ma na imię Barbara i gra na flecie na Campo di Fiori.
Zadzwonił też inny mężczyzna, “Mario”, który powiedział, że dziewczyna o imieniu Barbara sprzedaje kosmetyki z jakąś kobietą.

Te telefony to był zaledwie początek długiej serii setek fałszywych czy zagadkowych wiadomości, które rodzina miała otrzymywać w ciągu kolejnych trzydziestu lat. Za sprawą mającego jak najlepsze intencje, ale chybionego gestu Jana Pawła II, sprawa Emanueli Orlandi 3 lipca dostała się na pierwsze strony gazet. Na zakończenie modlitwy na Anioł Pański papież skierował do porywaczy apel: „Łączę się z rodziną Orlandich...” – zaczął. Podbił w ten sposób wielokrotnie stawkę. Swój apel powtórzył potem jeszcze siedem razy. Cały świat pojął, jaką wagę ma życie tej nastolatki dla papieża, zaś porywacze zdali sobie sprawę, że ich zakładnik stał się nagle osobą publicznie znaną, zatem jej powrót do domu stał się jeszcze trudniejszy.

Dwa dni po tym pierwszym publicznym apelu tajemniczy osobnik zatelefonował do Watykanu oraz do domu Orlandich. W ciągu kolejnych dni dzwonił do włoskiej agencji prasowej Ansa, ponownie do Orlandich i do Watykanu, za każdym razem przedstawiając się kodem 158. Określono go jako „l’Americano”, bo miał przypuszczalnie angielski akcent. Domagał się uwolnienia Mehmeta Ali Agcy, Turka, który dwa lata wcześniej dokonał zamachu na papieża, raniąc go z pistoletu. Nagle się okazało, jaki jest cel porwania Emanueli: ultranacjonaliści tureccy z organizacji „Szare Wilki” chcieli ją wymienić na swojego towarzysza.

L’Americano zdawał się posiadać dowody, że to istotnie on ma w ręku dziewczynę. Po anonimowej informacji w kaplicy na lotnisku Fiumicino znaleziono kserokopię jej legitymacji szkoły muzycznej. 4 września przyszedł list od „Amerykanina” zawierający fotokopie nut utworu na flet Luigiego Huguesa, którego uczyła się Emanuela.

Ostatni raz słyszano “Amerykanina” 27 października 1983 r. Zamilkł już wcześniej, natomiast inne organizacje zaczęły mącić wodę, utrzymując, że to one mają młodą Orlandi. Odezwała się jakaś grupa określająca się jako „Turecki Antychrześcijański Front Wyzwolenia”, wysyłając z Frankfurtu identyczny list do Ansy i do rzymskiej gazety „Il Messaggero”, w którym także domagano się uwolnienia Agcy i jego wspólników. Nadawcy listów napomknęli potem coś o Mirelli Gregori, innej młodej dziewczynie, która tego lata zaginęła w Rzymie. Sugerowali, że obie dziewczyny zostały porwane przez tę samą organizację.

Był to czas, kiedy sprawa Orlandi stała się tak znana, że zaczęły jej używać rozmaite pozbawione skrupułów organizacje, żeby nagłośnić swoje postulaty lub wysyłać w  świat zaszyfrowane wiadomości. Uwalnienia Agcy zażądała jakaś szajka o nazwie „Phoenix”, określająca się jako NOMLAC – “Nowa Organizacja Muzułmańska na Rzecz Zwalczania Chrześcijan.

W ostatnich latach stało się jasne, że w tworzenie części tych wiadomości były zamieszane rozmaite tajne służby. Włoski sędzia Ferdinando Imposimato twierdzi, że Günter Bohnsack, były oficer wschodnioniemieckiej tajnej policji Stasi, powiedział mu, że rzekoma turacka organizacja z Frankfurtu była wymyślona przez te służby, aby stworzyć wrażenie, że odpowiedzialność za zamach na papieża ponoszą antychrześcijańscy fanatycy, a nie Sowieci działający z Bułgarii. Fakt, że Agca publicznie oświadczył, że nie chce być zwolniony z włoskiego więzienia, świadczy niewątpliwie o tym, że miał on śiadomość, że te informacje nie pochodzą od żadnych jego wspólników.

Także Phoenix wydaje się być tworem agencji wywiadowczej, tym razem włoskiego Sisde. Była to próba uspokojenia tych wszystkich fałszywych tropów, które się wciąż pojawiały. W jednej z wiadomości „Phoenix” stwierdzał, że „Mario” i „Pierluigi” „popełnili wieli błąd” mieszając się do tej sprawy. W innej krytykował „turecką farsę”. Groził też konsekwencjami wszystkim innym, którzy będą się próbowali wtrącać. Giulio Gangi, officer Sisde, blisko związany z rodziną Orlandich, napomknął pewnego razu starszemu bratu Emanueli, że „Phoenix to my”.

To właśnie Gangi dokonał przełomu w sprawie. Ponieważ widziano Emanuelę, jak rozmawia z kimś, kto ma BMW, przeczesał miasto w poszukiwaniu takiego pojazdu i znalazł mechanika na Piazza Vescovio, który naprawiał w BMW okno rozbite od wewnątrz, jakby ktoś stoczył w nim walkę. Mechanik dał agentowi adres kobiety, która przywiozła ten samochód. Gangi udał się do Residence Mallia w dzielnicy Balduina, leżącej na przedmieściach Rzymu. Rozgniewana kobieta zażądała, żeby przestał się mieszać, gdy zaś wrócił do biura Sisda, powiedziano mu, żeby nigdy więcej nie ważył się niepokoić tej kobiety.

Z upływem czasu pojawiały się inne wskazówki. Gdy zaoferowano nagrodę za informacje, kobieta o nazwisku Josephine Hofer Spitaler zgłosiła się na policję. Stwierdziła, że widziała, jak Emanuela jest prowadzona do domu jej sąsiadów, Kaya Springoruma i Franceski di Teuffenbach w Bolzano, niedaleko granicy austriackiej. Było to 4 marca 1985 r. Spitaler powiedziała, że 19 sierpnia Eamnuela została stamtąd zabrana samochodem marki peugeot przez Rudolfa di Teuffenbacha. Wzmianka o Teuffenbachu była intrygująca, ponieważ pracował on we włoskim wywiadzie wojskowym Sismi w Monachium. Zarówno on, jak i pozostali, zostali następnie w czasie śledztwa oczyszczeni z wszelkich podejrzeń, ale tak zwany „ślad Bolzano” (Pista Bolzano) pasjonował wielu zajmujących się tą sprawą. Zwłaszcza, że nauczycielka muzyki z Bolzano, Giovanna Blum, pewnego razu odebrała telefon i usłyszała w słuchawce: „Jestem Emanuela Orlandi. Jestem w Bolzano. Proszę zadzwonić po policję”. Albo był to kolejny z niezliczonych fałszywych alarmów, albo prawdziwe wołanie o pomoc.

W ciągu kolejnych lat pojawiały się wątłe sygnały, że Emanuela wciąż żyje. 26 lipca 1984 r. w dzienniku „Corriere della Sera” ukazał się tekst o niej opatrzony zdjęciem ukazującym Emanuelę obok Jana Pawła II. Na zdjęciu widoczna była także inna młoda kobieta, Gabriella Giordani. Tego samego ranka, kiedy zdjęcie zostało opublikowane, w domu Giordanich zadzwonił telefon. Anonimowy głos powiedział do matki dziewczyny: „Powiedz Gabrieli, że Emanuela żyje i ma się dobrze”. Szybkość, z jaką Gabriela została zidentyfikowana przez mniemanych porywaczy zasugerował niektórym, że to sama Emanuela poznała koleżankę i im powiedziała. W 2009 r. zgłosiła sięWłoszka Rita del Biondo, która powiedziała, że jej mąż, Turek o nazwisku Salin Sufurler, widział Emanuelę w Maroku. Władze włoskie podjęły ten trop z wielką energią, ale wkrótce swierdziły, że nie mają zaufania do informatorki i ślad się zgubił.

Inna teoria mówi, że Emanuela została zamordowana w ciągu kilku godzin po zaginięciu. Pino Nicotri, dziennikarz gazety „Espresso”, napisał książkę, w której dowodził, że była ona ofiarą satanistycznej orgii seksualnej organizowanej przez pewnych księży, którzy następnie wysyłali niezliczone fałszywe wiadomości i wskazówki, żeby zatrzeć ślady. Jeden z anonimowych listów podaje, że już w noc po zaginięciu widziano martwą Orlandi w bazylice św. Apolinarego, kościele należącym do Opus Dei, który miał później odegrać kluczową rolę. Istotnie, bardzo wiele osób sugerowało, że jej zaginięcie było „wewnętrzną sprawą” rozgrywaną przez Watykan, być może w celu zmuszenia papieża do „Ostpolitik”, rozumianej jako zbliżenie z blokiem sowieckim. Gdy w 1998 r. członek Gwardii Papieskiej Alois Estermann został zamordowany w Watykanie razem ze swoją żoną, stało się to wodą na młyn zwolenników tej teorii. Estermann był przypuszczalnie szpiegiem Stasi.

W tym wszystkim jedno stało się oczywiste – wszystkie listy i telefony na temat porwania objawiły szczególną wiedzę na temat Watykanu i jego personelu. W ciągu kolejnych lat stawało się jasne, że państwo to jest w najlepszym razie niezbyt chętne, by ujawnić wszystko, co wie na temat porwania. Zarejestrowano rozmowę telefoniczną księdza Raoula Bonarellego pracującego w centralnym biurze watykańskiej żandarmerii, jak odbiera od swojego szefa polecenie, by zdementował doniesienia na temat watykańkiego dochodzenia w tej sprawie. Pietro Orlandi w rozmowie z dziennikarzem „Spectatora” powiedział:
- Zachowanie Watykanu każe przypuszczać, że ktoś jest tam odpowiedzialny, pośrednio lub bezpośrednio. Watykan zawsze starał się, żeby zapomnieć o tej historii.
Orlandi uważa, że w tajnych negocjacjach zażądano rzeczywistego okupu, czego Watykan nigdy nie ujawnił.

Ostatnim, lecz przypuszczalnie najbardziej prawdopodobnym śladem jest ten, który prowadzi do gangu Banda della Magliana. Była to rzymska szajka przestępcza, nadzwyczaj dobrze ustosunkowana. Działała w okresie od późnych lat 70. do początku lat 90. i najwyraźniej miała powiązania z mafią, lożami masońskimi, politykami i służbami specjalnymi. Gang zainwestował swoją olbrzymią fortunę w związany z mafią Bank Ambrosiano, którego jednym z głównych udziałowców był watykański bank Istituto per le Opere di Religione (IOR). Gdy Ambrosiano upadł, gang stracił miliony i zdał sobie sprawę, że Watykan jest słabym punktem, dzięki któremu można odrobić tę stratę. Przed zaginięciem Emanueli Watykan rzeczywiście był ostrzegany przez wywiad francuski, że znalazł się on na celwniku swoich wrogów.

Jedna z bliskich przyjaciółek Emanueli, Raffaela Gugel, dosyć do niej podobna, czuła, że jest śledzona wczesnym latem 1983 r. Jej rodzina była tym na tyle przerażona, że wyłączyła w domu telefon. Zaś na kilka dni przed zaginięciem Emanueli ktoś w białym autobianchi A112 podobno złapał ją i zapytał: „Czy to ta?” Emanuela i jej koledzy byli przekonani, że to jeden z częstych w Rzymie przypadków zabawy młodych mężczyzn.

Jest wiele przyczyn, dla których trop wiodący ku gangowi jest wiarygodny. Jednym z przywódców Bandy della Magliana był Enrico De Pedis. Jego była kochanka, prostytutka Sabrina Minardi, oświadczyła, że widziała Emanuelę w rękach gangu, że była świadkiem jej ukrywania w ciągu kolejnych miesięcy, a nawet tego, jak De Pedis pozbywa się jej ciała. Rekonstrukcja wydarzeń przedstawiona przez Minardi jest niejasna. Lata narkomanii sprawiają, że myli daty, ale jej zeznania potwierdzają inni świadkowie. Parkingowy, który widział Emanuelę rozmawiającą z mężczyzną w BMW współpracował przy tworzeniu jego portretu pamięciowego. W rezultacie powstał rysunek będący podobizną Enrica De Pedis. Skruszony gangster Maurizio Abbatino pewnego razu stwierdził: “Zawsze wiedziałem, że porwanie Emanueli Orlandi to była nasza robota”. Co zadziwiające, De Pedis został pochowany właśnie w bazylice św. Apolinarego. Bardzo prestiżowe miejsce jak na gangstera.

Co jest zupełnie jasne, to fakt, że Banda della Magliana miała zarówno powód, jak i środki do przeprowadzenia porwania. Fakt, że IOR, bank watykański, na mocy porozumień zawartych w Genewie w maju 1984 r. zwrócił wierzycielom Banco Ambrosiano 440 milionów dolarów sugeruje, że Orlandi była kartą przetargową w tych negocjacjach. Ciało De Pedisa ekshumowano w ubiegłym roku w nadziei, że moe się tam znajdować klucz do tej zagadki, ale nie znaleziono niczego, a rodzina dokonała kremacji jego szczątków.

Natomiast w kwietniu bieżacego roku wyszła kolejna rewelacja. Mężczyzna o nazwisku Marco Fassoni Accetti zadzwonił do stacji TV nadającej program o zaginionych osobach. Powiedział, że wie, gdzie może być ukryty flet Emanueli. Poprowadził reportera do starej dzielnicy należącej do producenta filmowego, gdzie znaleziono flet zawinięty w arkusz gazetowy z wywiadem z ojcem Emanueli z 1985 r. Wciąż trwają badania, czy instrument reczywiście należał do niej.

Accetti, katolik, który stał się komunistą, podaje się za jednego z tych, którzy wydzwaniali do rodziny Emanueli. Twierdzi, że dziewczyna przez wiele miesięcy po porwaniu pozostawała w Rzymie. Utrzymuje też, że jej porwanie było dziełem watykańskiego kontrwywiadu, a jego celem było wywarcie nacisku na papieża. Stwiedził też, że zdecydował się złożyć swoje świadectwo teraz, ponieważ wierzy w dobre intencje nowego namiestnika Kościoła, papieża Franciszka.

Trop wskazany przez Accettiego może się okazać kolejną zmyłką, depistaggio. Wielu jednak, jak dziennikarz śledczy Fabrizio Peronaci, uważa, że historia przez niego opowiedziana jest wiarygodna, a prosowieccy agenci usytuowani w Watykanie mogli doraźnie łączyć siły z gangsterami ze względu na wspólnotę interesów – jedni zapewniali zabezpieczenie wywiadowcze, drudzy sprawność operacyjną.

Pierto Orlandi oczywiście jest przekonany, że jego siostra została porwana, ponieważ była obywatelką Watykanu.
- Była częścią sieci szantażu, sieci obejmującej zapewne część mafii, masonów, Watykan...
Wskazanie na związek z Agcą zdaniem Orlandiego służyło głównie temu, by sprawa stała się możliwie jawna i by można było uzyskać bezpośredni dostęp do samego centrum Watykanu.
- Wiadomo, że nie jest łatwo o taki dostęp – mówi Orlandi.

Po trzydziestu latach od porwania twarz Emanueli wciąż nie daje Włochom spokoju. Niemal każdego tygodnia ukazuje się w prasie jakiś artykuł o niej, zwykle ilustrowany tą samą fotografią. Uśmiechnięta do obiektywu dziewczyna ma na włosach czerwono-żółtą opaskę, w kolorach jej ulubionego klubu piłkarskiego.

Możliwe, że nigdy się nie dowiemy, co ją spotkało. Niewykluczone, że z jej zaginięcia mamy co najwyżej szansę dowiedzieć się czegoś o dwóch skomplikowanych, niekiedy wręcz spiskowych państwach – o Watykanie i o samych Włochach.

Tłumaczenie i opracowanie: Anna Pawlikowska

Artykuł Tobiasa Jonesa zatytułowany What happened to the missing 15-year-old Vatican citizen Emanuela Orlandi? ukazał się 22 czerwca w magazynie "The Spectator". Autor jest brytyjskim dziennikarzem i autorem powieści kryminalnych, absolwentem Oxfordu. Wiele lat spędził we Włoszech.

do druku

poleć stronę