Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Pamięć powstania, pamięć Zagłady

Tygodnik Powszechny

Anna Pawlikowska


19-04-2013 / AP

Czym jest dziś pamięć o powstaniu w getcie? Czym jest jego historia i konsekwencje? Czy w ogóle istnieją jakieś konsekwencje? Na jakim poziomie? W nas, w Warszawie, w naszym myśleniu o Polsce i o polskich Żydach? 


Pytania tego rodzaju można by mnożyć bez końca. Przemawia przez nie bezradność, rodzaj niestosowności, którą się czuje próbując pojąć rzeczy nie do pojęcia. Pewnym remedium na tę bezradność może być lektura kilkunastostronicowego dodatku do „Tygodnika Powszechnego”, zatytułowanego „Opór i Zagłada. Żydzi w Polsce. Rok 1943”. Rzeczy nie do pojęcia nadal takimi pozostaną, ale bezradność zyska solidny grunt dla swoich pytań.

Numer otwiera tekst prof. Pawła Śpiewaka, pisany „z cienia”, z pozycji kogoś, kto dorastał w kręgu osób dotkniętych Zagładą. Śpiewak pokazuje, że to doświadczenie po latach ulega uniwersalizacji, zaczyna dotyczyć nie tylko tych, których rodzinne więzy łączyły z ofiarami i ocalonymi. Obejmuje mieszkańców miasta, nawołuje tych, którzy dotąd nie mieli okazji, by dotknąć myślą tego „grobu wykopanego w powietrzu” – by spróbowali pójść tymi śladami: „na Umschlagplatz, [...]gettem, Gęsią, przez plac Grzybowski z kulejącym ,mamroczącym coś Korczakiem”....

Historię powstania w getcie otacza – poprzedza ją i po niej następuje – historia żydowskiego oporu przeciwko Zagładzie. Dariusz Libionka zadaje kłam polskiemu stereotypowi Żydów biernie idących na rzeź. Próby ratunku, czy choćby desperackie dążenie, by nie oddać życia bez walki, pojawiały się w zasadzie wszędzie tam, gdzie do odciętych od świata Żydów docierały – niewiarygodne, niemożliwe do pojęcia i przyjęcia – wieści o masowych mordach. Usiłowania te najczęściej rozbijały się o brak jakiejkolwiek pomocy ze strony polskiego podziemia czy polskiego otoczenia, często też zagłada przychodziła zbyt szybko, by zdążyć cokolwiek zorganizować. Tym większy podziw budzą te struktury i zdarzenia ocalające choć po kilka osób, świadków niepojętej zbrodni i przytłaczającej obojętności – jak konspiracja wileńska, warszawska, białostocka, struktury oporu w obozach zagłady w Sobiborze, Trawnikach i Treblince, czy żydowska partyzantka.

Uzupełnieniem tego tekstu jest artykuł Patrycji Bukalskiej o jedynym żyjącym dziś świadku buntu więźniów w Treblince – Samuelu Willenbergu, jednym z kilkudziesięciu Żydów, którym udało się wówczas zbiec z tego piekła i dotrwać do końca wojny. Willenberg – przełamujący stereotypy także i pod tym względem, że wśród licznie niosących mu pomoc współobywateli znalazł się także szmalcownik – był następnie bohaterskim uczestnikiem powstania warszawskiego, a potem uczestnikiem walk partyzanckich w szeregach AK.

Jacek Leociak pisze o fenomenie Archiwum Rigelbluma. Był to wyjątkowy na skalę okupowanej Europy projekt dokumentowania umysłowego, gospodarczego, społecznego i kulturalnego życia getta. Badacze skupieni wokół młodego, świetnie się zapowiadającego historyka Emanuela Ringelbluma, byli za jego przykładem gotowi do najwyższych poświeceń, by „w służbie społeczeństwa” gromadzić – wedle bardzo precyzyjnego programu badawczego – wszelkie dokumenty mogące „zdemaskować [...] szatański plan” niemieckich okupantów. Sam Ringelblum żywił nadzieję – jakże złudną! – że przemycone za granicę raporty jego zespołu mogą istotnie wpłynąć na bieg wydarzeń i zachowanie aliantów. Sam wydostał się z getta i do końca pracował, pisząc w skrajnie trudnych warunkach ziemnej nory, w której ukrywał się wraz z blisko czterdziestoma osobami.

Los tej kryjówki jest zresztą adekwatną ilustracją do dziejów polskich Sprawiedliwych, którzy mają się stać sztandarem naszej narodowej niewinności: w marcu 1944 r., czyli na dziesięć miesięcy przed wkroczeniem Sowietów, o miejscu ukrycia całej grupy doniósł na gestapo młody Polak. Zamordowano wszystkich, łącznie z polskimi opiekunami ukrywających się Żydów.

Tak się składa, że zachowane fragmenty dziennika prowadzonego przez anonimową młodą kobietę ukrywającą się podczas powstania w jednym z bunkrów getta, znalazły się w samym środku numeru pisma. Oto poprzez naukowy dyskurs badaczy przebija się głos Świadka. Kobieta daje świadectwo życia w bunkrze – jego codzienności. Ile było tych dni? Zaledwie dziewiętnaście, to za mało na codzienność... Świadectwo śmierci przynoszą historycy i ci, którzy ocaleli.

To opisanie ich prób upamiętnienia historii powstania – a zarazem poradzenia sobie z bagażem niemożliwych do uniesienia doświadczeń – stanowią kodę tego pisma. Wśród zamykających go tekstów jest też ten Michała Okońskiego o Szmulu Zygielbojmie, członku Rady Narodowej RP na uchodźstwie, który popełnił samobójstwo na wieść o klęsce powstania i obojętności świata wobec tej klęski i Zagłady.

„Wiem jak mało znaczy życie ludzkie, szczególnie dzisiaj” – pisał. – „Ale skoro nie potrafiłem tego dokonać za życia, może śmiercią swą przyczynię się do wyrwania z obojętności tych, którzy mogą i powinni działać by teraz jeszcze, w ostatniej bodaj chwili, uratować od niechybnej zagłady tę garstkę Żydów Polskich, jaka jeszcze żyje”.

Na nic się nie zdała ta ofiara. Jedynie pamięć nas, żyjących, może wyłączyć nas z grona współwinnych, którzy wtedy patrzyli obojetnie.

Anna Pawlikowska

Źródło: OPÓR I ZAGŁADA. ŻYDZI W POLSCE. ROK 1943, „Tygodnik Powszechny” , 21 kwietnia 2013 nr 16.

do druku

poleć stronę