Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Dżinsy, irokezy i palestyńska polityka

The Daily Telegraph


08-05-2013 / AP

 W kwietniu w Gazie 41 osób został aresztowanych przez policję z powodu „nieskromności”. Mieszkańcy enklawy obawiają się, że rządzący nią Hamas będzie w coraz większym stopniu dążył do wprowadzenia tam islamskiego fundamentalizmu.


Plaża w Gazie, lato 2007 r. /fot. Internet

Plaża w Gazie, lato 2007 r. /fot. Internet

Od chwili aresztowania Ismaila Halou upłynęły trzy tygodnie, ale na na podeszwach jego stóp wciąż są widoczne krwawe pręgi. Ten 22-letni mężczyzna 4 kwietnia właśnie tankował paliwo na stacji w Gazie, gdy na miejsce zajechał czarny jeep pełen uzbrojonych policjantów. Kazali Halou wsiąść do policyjnego auta, zawiązali mu oczy i zawieźli do najbliższego posterunku.
- Słyszałem krzyki i jęki ludzi katowanych za ścianą. Dwóch mężczyzn złapało mnie za nogi i przywiązało mnie do drewnianej ławki. Potem zaczęli bić mnie w podeszwy stóp plastikowym prętem. Trwało to co najmniej pięć minut. Krzyczałem i wyłem z bólu. To było najstraszniejsze cierpienie, jakiego kiedykolwiek doznałem – wspomina Ismail Halou.

Natychmiast po tym wszystkim policjanci przystąpili do dalszej pracy, starając się zgolić jego niewielkiego nażelowanego irokeza, który był przyczyną jego aresztowania.
- I nikt ani słowem nie powiedział, dlaczego zostałem aresztowany. Dopiero kiedy wróciłem do domu dowiedziałem się od sąsiadów, że pewnie moja fryzura była tego przyczyną – Halou przeczesuje dłonią niewielki odrost na głowie. Po zwolnieniu z aresztu przez trzy dni nie mógł chodzić.

Policja w Gazie, palestyńskiej enklawie rządzonej przez islamistyczne ugrupowanie Hamas, w kwietniu aresztowała co najmniej 41 mężczyzn z powodu ich “nieskromności”. Większość zostało pobitych, wszystkim przymusowo ogolono głowy. Niektórzy zostali ogoleni, ponieważ ich fryzury uznano za niewłaściwe, innych dlatego, że mieli albo zbyt nisko opuszczone spodnie, albo zbyt obcisłe. Co najmniej dwie pary dżinsów, uznanych za niestosowne, policjanci po prostu pocięli.

33-letni Rajou Hayek został aresztowany, gdy wiózł na wózku inwalidzkim swojego ojca do kliniki. Uważa, że jedynym powodem zatrzymania go była chęć zastraszenia.
- Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem na posterunku policji była góra ostrzyżonych włosów. Wyglądało to tak, jakby zgolono trzysta głów – mówi.

I on także został brutalnie pobity, zanim ogolono mu głowę.
- Czułem się upokorzony, cały czas krzyczałem. To nie ma nic wspólnego z dżinsami czy fryzurą. Hamas po prostu chce, żeby Gaza się go bała.

Podczas sześciu lat rządów Hamasu w Strefie Gazy jego służby bezpieczeństwa stosowały bandyckie metody zwalczania politycznych oponentów. Ale prowadzenie przemocą kampanii na rzecz publicznej powściągliwości obyczajowej jest czymś nowym. Karanie za pomocą golenia głów zaszokowało zaprawioną w biedzie i konfliktach społeczność. Gaza wyraźnie jest przejęta strachem, że Hamas popchnie całą ludność w stronę twardego, wojującego islamskiego fundamentalizmu.

Ihab Al Ghusain, dyrektor hamasowskiego centrum medialnego i były rzecznik ministra spraw wewenętrznych, jest krytyczny wobec siłowych metod stosowanych przez policję, ale broni ich zasady.
- Młodzi ludzie powinni troszczyć się o swoją edukację i o to, co z nami robi Izrael, a nie koncentrować się na świecie zewnętrznym i gwiazdach popkultury, z tymi ich fryzurami – mówi.

„Akcja fryzjer”, jak to nazywają w Gazie, zaczęła się po fali ekstremistycznych zaleceń, które wydało kierownictwo Hamasu. W marcu br. ONZ wydała oświadczenie odwołujący coroczny maraton w Gazie, organizowany pod auspicjami Narodów Zjednoczonych, ponieważ Hamas zabronił kobietom, zarówno miejscowym, jak przyjezdnym, udziału w nim wspólnie z mężczyznami. Maraton w Gazie odbywał się dotychczas co roku, od pięciu lat.

Hamasowski minister edukacji, Osama Mazini, ogłosił w kwietniu nowe zasady, zakazujące koedukacyjnych szkół dla dzieci powyżej dziewiątego roku życia, a także uczenia dzieci powyżej tego wieku przez nauczyciela przeciwnej płci. W praktyce większość szkół w Gazie już wcześniej była podzielona pod względem płci, nowe prawo miało jednak cel raczej polityczny.

- Nie ulega wątpliwości, ze Gaza jest obecnie „islamizowana” w o wiele większym stopniu, niż miało to miejsce kiedykolwiek wcześniej od czasu zdobycia tu władzy przez Hamas – uważa Samar Zakout, dyrektorka organizacji praw człowieka Al Mezan. – Wspólnocie międzynarodowej przywódcy Hamasu mówią, że są politycznie otwarci i szanują prawa człowieka. Ale jak nikt nie widzi, wciskają swoim członkom, że są obrońcami tradycyjnych wartości.

Po ich miażdżącym zwycięstwie nad świeckim Fatahem w wyborach w 2007 r., Izrael natychmiast zamknął granice przed tym nowym, wrogim sąsiadem, negującym jego prawo do istnienia, a obecnie znosi blokadę, która spowodowała głęboki kryzys gospodarczy.

Hamas systematycznie pracował nad przekształceniem Gazy na swoje podobieństwo. Wczesne próby wprowadzenia szariatu do kodeksu kryminalnego się nie powiodły, ale do przestrzegania fundamentalistycznych islamskich zasad społeczeństwo jest zmuszane przez strach i perswazję.

Hamas przestrzega przed kobietami, które publicznie palą nargilę, robi najazdy na wesela, gdy są doniesienia, że mężczyźni tańczą z kobietami, prowadzi akcje uświadamiające w żeńskich szkołach, by zachęcić uczennice do całkowitego zakrywania się, napuszcza dyrekcje szkół przeciwko liberalnie nastawionym rodzicom.

Strach i autocenzura przemieniły Gazę. W kawiarniach w Gazie chmury pomarańczowego i jabłkowego zapachu kłębią się z fajek palonych wyłącznie przez mężczyzn. Wśród tłumów dziewcząt i kobiet w szkołach i na uniwersytetach widać już tylko nieliczne niezakryte głowy. Kobiety z rzadka idą same ulicami Gazy, rzadko same pojawiają się na targowiskach i w sklepach, a te, którym nikt nie towarzyszy, przemykają szybko, owinięte chustami.

A przy tym w ubiegłym roku w Hamasie dochodziło do ostrych ataków przeciwko jego przywódcom zarówno ze strony własnych zwolenników, jak i rywalizujących dżihadystów, nie zgadzających się z prowadzoną przez nich umiarkowaną polityką.

6 kwietnia grupa trzydziestu salafickich matek protestowała w Rafah, będącym gniazdem konserwatyzmu, domagając się zwolnienia ich synów aresztowanych za odpalanie rakiet na izrael. Trzy dni wcześniej supermarket w Dżabaliji, obozie dla uchodźców, stał się celem ataku bombowego ze strony salafitów protestujących przeciwko uleganiu zachodnim wpływom przez palestyńskie społeczeństwo.

Salafickie protesty i rozpoczęcie przez hamasowską policję brutalnej „akcji fryzjerskiej” idealnie zbiega się w czasie z reelekcją Chaleda Meszala na stanowisko szefa biura politycznego Hamasu – co miało miejsce 2 kwietnia w Kairze.

Meszal, który od dziesięcioleci żyje na wygnaniu i w grudniu ubiegłego roku po raz pierwszy odwiedził Gazę, rozwścieczył hamasowskich twardogłowych swoimi ustępstwami na rzecz Fatahu i Izraela. W lutym 2012 r. podpisał on w Bangladeszu z Mahmudem Abbasem, liderem Fatahu i prezydentem Autonomii Palestyńskiej, porozumienie powierzające mu misję utworzenia rządu zgody narodowej.

Meszal nie uznał państwa Izrael, jak to uczynił w 1988 r. Jaser Arafat, ale zgodził się na utworzenie państw palestyńskiego w granicach z 1967 r. Był też aktywny w negocjowaniu porozumienia kończącego w listopadzie ubiegłego roku militarny konflikt z Izraelem. Dla ekstremistów z Gazy Meszal nie jest umiarkowany, ale stał się po prostu izraelskim kolaborantem.

Mchaimer Abusaid z wydziału nauk politycznych uniwersytetu Azhar w Gazie wiąże ostatni islamistyczny zryw w polityce Hamasu z rozdźwiękiem między tymi jego członkami, którzy się sprzeciwiają pojednaniu z Fatahem a tymi, którzy popierają Meszala.
- Większość tego ostatniego bałaganu w Gazie to zdobywanie pola przez radykalne elementy pokonane przez Meszala w kairskich wyborach. Starają się pokazać, że wciąż są w Gazie przy władzy – tłumaczy Abusaid.

Wskazuje zwłaszcza na Mousę Abu Marzouka, byłego zastępcę Meszala, oraz Fadiego Hamada, twardogłowego ministra spraw wewnętrznych w Gazie. Obaj stracili swoje stanowiska we władzach Hamasu, ale zachowali potężne wpływy w Gazie.

Dopóki Meszal czyni znaczące postępy w swoich staraniach o porozumienie, pozostający przy władzy jego rywale w Gazie będą się starali podważać jego osiągnięcia na arenie międzynarodowej przez fundamentalistyczne posunięcia na gruncie lokalnym. Ludność, dostatecznie już sponiewierana nieustannym, niszczącym konfliktem z Izraelem i trwającą sześć lat blokadą, będzie uciśniona jeszcze bardziej.

Ismail Halou, którego ojciec zginął podczas izraelskiego nalotu wkrótce po zakończeniu operacji Płynny Ołów w 2010 r., gdy przechodził między meczetem a swoim samochodem, mówi, że ma już dość. Gdyby tylko mógł, wyjechałby z Gazy. Ale nie ma jak.
- Hamas robi się coraz bardziej surowy – mówi. – Żyjemy w tak w strasznym napięciu; są problemy z Izraelem, problemy z partiami, problemy z gospodarką. I co? Teraz jeszcze nasze dżinsy i fryzury komuś przeszkadzają? Dla mnie, dla każdego z nas, to już naprawdę za wiele.

Źródło: Phoebe Greenwood, Fear and fundamentalism as the modesty police patrol Gaza, „The Daily Telegraph” , 29 Apr 2013.

do druku

poleć stronę