Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Muzeum Holokaustu w każdym mieście

JTA - Global News Service of the Jewish People


12-06-2013 / AP

 Od dwudziestu lat w niemal każdym mieście Stanów Zjednoczonych powstają muzea Holokaustu lub pomniki ofiar Zagłady. Nie jest to wyłącznie amerykańska tendencja. Ale w USA liczba takich miejsc pamięci idzie w tysiące.


Muzeum Holokaustu w Whitwell /fot. Internet

Muzeum Holokaustu w Whitwell /fot. Internet

 Podczas uroczystości położenia kamienia węgielnego pod budowę jednego z najnowszych narodowych pomników Holokaustu w USA nie było żadnych prac ziemnych. Zgromadzeni stali w ciszy, trzymając w dłoniach symboliczne łopatki, na nienaruszonym trawniku, na którym dzięki prywatnemu funduszowi 400 tys. dolarów wkrótce zostanie wzniesiony monument. Kolejni mówcy wygłaszali posępne egzorty wspominające jeden z najciemniejszych rozdziałów historii ludzkiej.

Miejscowe media cytowały jednego z ocalonych, Freda Lorbera.
- Tamten świat wydaje się dzisiaj czymś zupełnie nie do uwierzenia. Nie potrafię tego opisać, ale kiedykolwiek o nim pomyślę, staje mi przed oczami. Na zawsze zostanie w mojej pamięci.

Budowa nowego pomnika Holokaustu nie jest bynajmniej czymś niezwykłym. Ale tu chodzi o  Des Moines, stolicę stanu Iowa zamieszkałą przez nader nieliczną wspólnotę żydowską, w tym dosłownie garstkę ocalonych. Choć w tym 200-tysięcznym mieście żyje zaledwie 2,8 tys. Żydów, a liczba ocalonych – takich jak Lorber – gwałtownie spada, miejscowe władze we współpracy z Federacją Żydowską działającą w stołecznej aglomeracji zdecydowały, że należy przeznaczyć prestiżowy teren położony tuż obok siedziby rady na miejsce upamiętnienia ofiar niemieckich nazistów i ich wybawicieli.

- Czas mija, ostatni z ocalonych odchodzą, więc lekcje o Holokauście w szkołach odbywają się coraz rzadziej. Dlatego gmina żydowska zrozumiała, że tę pamięć należy podtrzymać – mówi Mark Finkelstein, prezes federacji.

Żydzi z Des Moines nie są bynajmniej pierwszymi, którzy realizują tego rodzaju projekt. Dokładna liczba jest trudna do określenia, jednak specjaliści w dziedzinie nauczania o Holokauście mówią o szybko rosnącej w ostatnich dwudziestu latach liczbie muzeów i pomników Holokaustu na obszarze całych Stanów.

W większych miastach USA było co najmniej jedno takie miejsce pamięci, ale teraz buduje się je również w średnich – jak Richmond (Wirginia), Charleston (Południowa Karolina) czy El Paso w Teksasie. Pomniki i muzea powstały nawet w zupełnie małych miastach – od kalifornijskiego Palm Desert (50 tys. mieszkańców) po dwutysięczne Whitwell w stanie Tennessee. A ile jest w budowie lub w stadium projektów? Ostatnio w mieście Columbus w Ohio zatwierdzono wybudowanie pomnika zaprojektowanego przez Daniela Libeskinda na terenach będących własnością stanową.

Zjawisko to nie ogranicza się do Stanów Zjednoczonych. W Norwegii, gdzie żyje obecnie 1300 Żydów, są dwa takie miejsca pamięci.

- W USA działa przypuszczalnie ponad trzysta ośrodków kształcenia o Holokauście. Liczba pomników jest trudna do oszacowania – mówi James Young, wykładowca anglistyki i judaistyki na Uniwersytecie Massachusetts w Amherst i autor książki o upamiętnieniach Holokaustu. – W samym tylko Manhattanie jest ich osiemdziesiąt. Jak się to pomnoży, wychodzą tysiące.

Według Younga wznoszenie prawie siedemdziesiąt lat po Holokauście coraz większej liczby pomników jest niemal wyłącznie rezultatem inicjatywy coraz starszych ocalonych. Najmłodsi z nich zbliżają się obecnie do osiemdziesiątki i chcą, by przyszłe pokolenia pamiętały o ich cierpieniu. Przekazując pamięć, nadają też znaczenie swojemu życiu.

- Do tego nie potrzeba dużej wspólnoty – mówi Young. – Jeśli ktoś czuje potrzebę stworzenia miejsca pamięci, jest to wykonalne.

Jedną z takich osób jest 79-letnia Eva Mozes Kor, która razem ze swoją siostrą bliźniaczką była ofiarą brutalnych eksperymentów pseudomedycznych doktora Mengele. W 1995 r. w Terre Haute, małym miasteczku w stanie Indiana, gdzie mieszka od lat 50., ufundowała Centrum Szkoleniowe i Muzeum Holokaustu Candles (ang. świece), którego celem jest przekazywanie sąsiadom historii jej życia. Każdego roku odwiedza je około 75 tysięcy dzieci, w większości nieżydowskich, z wiejskich obszarów zachodniej i centralne Indiany. Kor i dwoje innych ocalonych, w tym jej mąż, prowadzą wykłady dla młodych zwiedzających.
- Chcę uczyć dzieci z całego świata – mówi. – Myślę, że Holokaust to nie jest ani chrześcijańska sprawa, ani żydowska. To jest sprawa ludzka.

Upamiętnianie Holokaustu jest często dla lokalnych żydowskich liderów sposobem tworzenia wspólnoty koncentrującej się wokół tematyki nie mającej nic wspólnego z religią.
- Stworzenie miejsca pamięci Holokaustu jest takim działaniem, w którym każdy może wziąć udział – mówi Jonathan Sarna, profesor judaistyki z Brandeis University. – Poruszanie kwestii izraelskich może wywoływać podziały. Upamiętnienie Holokaustu natomiast może łączyć i Żydów, i chrześcijan, zwłaszcza w mniejszych społecznościach.

Sprawa bywa zresztą podejmowana przez samych chrześcijan, takich jak Michael Tudor, prawnik z Luizjany, baptysta. Pomysł wybudowania pomnika Holokaustu przyszedł mu do głowy, gdy uprawiając jogging mijał wielokrotnie rzeźbę izraelskiego artysty Yaacova Agama w Nowym Orleanie, poświęconą właśnie pamięci ofiar. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w listopadzie Tudor położy kamień węgielny pod pomnik Holokaustu w swojej rodzinnej Alexandrii (47 tys. mieszkańców).
- Nie sądzę, żeby to trzeba było jakoś szczególnie uzasadniać, choć jesteśmy niewielkim miastem – mówi Tudor. – Istnieje rzeczywista historyczna więź z kwestią wyzwolenia obozów. No i zawsze była wśród nas dynamiczna społeczność żydowska. To właśnie oni są dziś fundamentem naszej wspólnoty.

Granitowy obelisk, ufundowany z prywatnych dotacji kosztem 80 tys. dolarów, będzie miał 18 stóp wysokości.
- Osiemnastka jest symboliczną cyfrą w hebrajskiej tradycji – podkreśla Tudor. Będzie na nim wyryty słynny wiersz niemieckiego pastora Martina Niemolera zaczynający się od słów: „Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem...” Pomnik ma upamiętnić amerykańskich żołnierzy, którzy brali udział w wyzwalaniu obozów, a także ofiary Holokaustu i ocalonych.

- Tamto pokolenie wymiera i ludzka pamięć będzie zanikać – stwierdza Tudor. – Jeśli nie zrobimy tego teraz, to kiedy?

Young uważa, że z chwilą, gdy najmłodsza generacja ocalonych przekroczy osiemdziesiątkę, ten nurt zacznie wygasać. Kiedy oni odejdą, zarówno pieniądze, jak i motywacja do realizowania tego rodzaju projektów także może zaniknąć.
- Kolejne pokolenia raczej nie będą tego podejmować – mówi.

Tłumaczenie i opracowanie: Anna Pawlikowska

Źródło: Gil Shefler, Nearly 70 years after liberation, Holocaust memorials continue to proliferate, „JTA - Global News Service of the Jewish People” , June 11, 2013.

do druku

poleć stronę