Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Hollywood i Hitler

The New York Times


12-07-2013 / AP

 Lista instytucji oraz firm oskarżanych o ukrywanie swych powiązań z III Rzeszą jest długa. Można na niej znaleźć: Watykan, szwajcarskie banki, amerykańskie korporacje takie jak IBM, General Motors czy DuPont. Ostatnio dopisano do niej również Hollywood.


Projekcja filmowa z udziałem Hitlera /fot. Internet

Projekcja filmowa z udziałem Hitlera /fot. Internet

W swej książce "The Collaboration: Hollywood’s Pact With Hitler" (Kolaboracja. Hollywoodu pakt z Hitlerem) Ben Urwand powołuje się na szereg nieznanych dotąd dokumentów, by dowieść, że hollywoodzkie studia – chcąc zapewnić swym filmom powodzenie na rynku niemieckim – nie tylko godziły się na nazistowską cenzurę, ale także aktywnie i entuzjastycznie wspierały globalną propagandę hitlerowskiego reżimu.

– Hollywood w latach 30. kolaborował z nazistowskimi Niemcami – podkreśla w wywiadzie Urwand, przebywający obecnie w Cambridge w stanie Massachusetts jako stypendysta prestiżowego Society of Fellows na Harvardzie. – Ale to nie wszystko. Współpracował też z Adolfem Hitlerem, jako przywódcą i osobą.

Książkę Urwanda, która zostanie wydana w październiku przez Harvard University Press, przeczytało na razie kilka osób z kręgów akademickich. Mimo to jego ustalenia, których podsumowanie opublikował w czerwcu internetowy magazyn "Tablet", już wywołały niemałe poruszenie.

– To, co odkrył ten młody człowiek, może okazać się sensacją – przyznaje Deborah Lipstadt, historyk Holocaustu z Emory University. – Nie mogę doczekać się, aż przeczytam jego książkę w całości. Zaimponował mi odwagą, z jaką opowiada tę historię.

Inni badacze tamtej epoki kwestionują jednak oryginalność pracy Urwanda oraz krytykują jego tendencyjne i jednostronne spojrzenie, począwszy od tytułu.

– Słowo "kolaboracja" w tym kontekście to oszczerstwo – uważa Thomas M. Doherty, historyk z Brandeis University oraz autor poświęconej podobnemu zagadnieniu, wydanej niedawno książki "Hollywood and Hitler: 1933-1939". – Tego terminu używa się w odniesieniu do rządu Vichy. Louis B. Mayer był chciwy, ale nie można go moralnie zrównywać z Vidkunem Quislingiem.

Historycy kina od dawna wiedzą, że niemiecki rząd ingerował w poczynania amerykańskiej branży filmowej w czasach tak zwanej złotej ery Hollywood. O praktykach tych pisała nawet ówczesna amerykańska prasa – w 1937 roku w "Newsweeku" ukazał się artykuł zatytułowany "Długie ramię Hitlera sięga hollywoodzkiego studia".

35-letni Urwand formułuje jednak najbardziej druzgocącą ocenę owej współpracy. Powołując się na materiały z niemieckich i amerykańskich archiwów, przekonuje, że związek między Hollywoodem a III Rzeszą był dużo silniejszy – i trwał dłużej – niż sugerowali dotychczasowi badacze tematu.

Urwand opisuje strona po stronie jak szefowie wytwórni, często zresztą żydowscy imigranci, kazali montować filmy w taki sposób, by zadowolić nazistowskich urzędników. Materiały te mogły dzięki temu zostać łatwo wykorzystane w hitlerowskich filmach propagandowych. Wedle jednego z dokumentów z hollywoodzkich zysków finansowano wręcz produkcję niemieckiej broni.

Autor nie oszczędza nawet Jacka Warnera, który dał zielone światło filmowi "Zeznania szpiega" ("Confessions of a Nazi Spy") z 1939 roku – i został pochwalony przez Groucho Marxa za to, że kieruje "jedynym studiem mającym trochę odwagi".

Urwand pisze, że to Warner osobiście nakazał wyciąć słowo "Żyd" z dialogów obrazu "Życie Emila Zoli" z 1937 roku. Jego wytwórnia jako pierwsza zaprosiła też nazistowskich dygnitarzy do swej siedziby w Los Angeles, by obejrzeli filmy i zasugerowali w nich zmiany.

– Pokutuje mit, że Warner Bros. prowadzili krucjatę przeciw faszyzmowi – mówi historyk – ale w rzeczywistości jako pierwsi, bo już w 1933 roku, próbowali się przypodobać nazistom.

Urodzony w Australii Urwand – którego dziadkowie ze strony matki, węgierscy Żydzi, ukrywali się w czasie wojny – rozpoczął swój projekt w 2004 roku, jeszcze jako student University of California w Berkeley. Natrafił wówczas na wywiad ze scenarzystą Buddem Schulbergiem, który napomknął, że Louis B. Mayer nieraz spotykał się z niemieckim konsulem w Los Angeles, by dyskutować o poprawkach w filmach swej wytwórni. Urwand uznał, że to ciekawy temat na pracę, i zaczął zbierać materiały.

W niemieckich archiwach państwowych w Berlinie znalazł list ze stycznia 1938 roku od niemieckiej filii 20th Century Fox z uprzejmym pytaniem, czy Hitler zechciałby podzielić się swymi opiniami na temat amerykańskich filmów, oraz pozdrowieniem "Heil Hitler!" na końcu.

Wkrótce młody badacz odkrył kolejne dokumenty, w tym notatki adiutantów Hitlera, którzy zapisywali, co wódz sądził o oglądanych co wieczór filmach (uwielbiał Laurela i Hardy’ego, czyli Flipa i Flapa, ale nie znosił "Tarzana"). Urwand odnalazł też album, w którym Jack Warner udokumentował swój rejs po Renie w lipcu 1945 roku w towarzystwie szefów innych wytwórni, na pokładzie dawnego jachtu Hitlera pod eskortą aliantów. Była to część wizyty pomyślanej jako biznesowy rekonesans w powojennych Niemczech.
– Wtedy jedyny raz zdarzyło mi się wrzeszczeć w archiwum – wspomina Urwand.

Historyk natrafił także na szczegółowe relacje z regularnych wizyt niemieckich oficjeli w wytwórniach. Jednym z nich był Georg Gyssling, specjalny konsul wyznaczony do monitorowania sytuacji w Hollywood, który oglądał filmy, wyliczał żądane korekty scena po scenie i wdawał się nieraz w osobliwe dyskusje. (Dla przykładu, czy "King Kong" stanowił "atak na zuchwałość narodu niemieckiego?"). Urwand znalazł też dowody na działanie globalnej siatki nazistowskich cenzorów, którzy pilnowali, by odpowiednie zmiany w filmach wprowadzano we wszystkich krajach, w tym w USA.

Niektóre produkcje zostały całkowicie wstrzymane. Historycy pisali już wcześniej o bojach o film "The Mad Dog of Europe", planowany w 1933 roku antynazistowski obraz, przeciw któremu zaprotestowały niektóre organizacje żydowskie, tłumacząc, że mógłby podżegać do antysemityzmu. Urwand, który odnalazł jedyny zachowany egzemplarz scenariusza, dowodzi jednak, że wytwórni chodziło wyłącznie o ochronę własnych interesów w Niemczech. "Notujemy znakomite dochody w Niemczech, także póki mam coś do powiedzenia, ten film nigdy nie powstanie", stwierdził Louis B. Mayer, cytowany w aktach sądowych.

Urwand wskazuje, że "kolaboracja" Hollywoodu rozpoczęła się już w 1930 roku, kiedy Carl Laemmle Jr. z Universal Studios zgodził się na liczne cięcia w filmie "Na Zachodzie bez zmian" po zamieszkach wywołanych przez rosnącą podówczas w siłę w Niemczech partię nazistowską. (Urwand zaznacza, że Laemmle potem pomógł setkom żydowskich uchodźców uzyskać wizy do Stanów Zjednoczonych).

Okres współpracy zdaniem autora wcale nie zakończył się w listopadzie 1938 roku, kiedy wieść o Kryształowej Nocy odbiła się echem na całym świecie.

W czerwcu 1939 roku Metro-Goldwyn-Mayer zaprosiło dziesięciu dziennikarzy nazistowskich gazet na "przyjacielską wizytę" w studiu w Los Angeles. Urwand przytacza także raport sporządzony w grudniu 1938 roku przez amerykańskiego attaché handlowego, który sugerował, że MGM finansuje produkcję niemieckiej broni, obchodząc tym samym restrykcje dotyczące repatriacji zysków.

Urwand twierdzi, że wie o co najmniej 20 filmach przeznaczonych dla widowni amerykańskiej, które zostały znacząco zmienione lub odrzucone na żądanie niemieckich dygnitarzy. Co ważniejsze, dodaje autor, z hollywoodzkich filmów praktycznie całkowicie wyeliminowano żydowskich bohaterów.

Kilka obrazów, które nie powstały, "zrobiłoby dużo dobrego", spekuluje Urwand. – Mogłyby zmobilizować opinię publiczną.

Niektórzy badacze, tacy jak Doherty, zauważają, że wiele filmów z tamtej epoki zawierało zawoalowany antynazistowski przekaz, łatwy do rozpoznania dla widza. Co więcej, szefowie wytwórni nieoficjalnie podejmowali dużo bardziej zdecydowane działania.

Steven J. Ross, profesor historii University of Southern California, pracuje nad książką o mało znanej antynazistowskiej siatce szpiegowskiej, stworzonej w 1934 roku w Los Angeles i finansowanej przez tych samych szefów studiów, którzy starali się zadowolić nazistowskich oficjeli. – Potentaci, których oskarżano o przedkładanie interesów nad żydowską tożsamość i lojalność, w rzeczywistości działali zakulisowo, by pomóc Żydom – podkreśla Ross.

Mimo to Urwand broni użycia terminu "kolaboracja", wskazując, że słowo to (oraz jego niemiecki odpowiednik "Zusammenarbeit") pojawia się wielokrotnie w dokumentach sporządzanych w obu krajach.

Historyk oburza się na sugestie, jakoby Hollywood wykazał się bardziej chwalebną postawą wobec nazizmu niż inne wielkie branże – nie wspominając o Departamencie Stanu, który stale blokował starania o rozszerzenie programu wizowego dla żydowskich uchodźców.

– Departament Stanu postępował obrzydliwie w tamtym okresie – przyznaje Urwand – ale nie finansował niemieckich zbrojeń. Nie pomagał w kręceniu nazistowskich propagandowych kronik. Nie spotykał się z hitlerowskimi urzędnikami i nie zawierał potajemnych umów. To, co robiły te wytwórnie – kwituje badacz – należy nazwać właśnie kolaboracją. Zresztą same to tak nazywały.

Przekład artykułu Jennifer Schuessler ukazał się 2 lipca 2013 r. w portalu Onet pod tytułem "Nazistowska hańba Hollywood".

 

Źródło: Jennifer Schuessler, Scholar Asserts That Hollywood Avidly Aided Nazis, „The New York Times” , June 25, 2013.

do druku

poleć stronę