Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Ortodoksja ze świeckim akcentem

Ha'aretz


17-07-2013 / AP

  W końcu pojawił się film, który pokazał nam autentyczny obraz społeczności haredi – zawdzięczamy to świeckiej przeszłości reżyserki Ramy Burshtein, dzięki której do głosu doszły tłumione i konsekwentnie wyciszane uczucia ortodoksyjnych kobiet.


Aktorzy Hadas Yaron i Yiftach Klein w filmie <i>Fill the void</i> /fot. Internet

Aktorzy Hadas Yaron i Yiftach Klein w filmie Fill the void /fot. Internet

Oglądając film pt. "Wypełnić pustkę" (ang. "Fill the Void"), który wszedł na ekrany nowojorskich kin w zeszłym tygodniu, nie myślałam o niczym – po prostu płakałam, byłam tak wstrząśnięta i poruszona. Niepokojące myśli pojawiły się kilka minut po projekcji. Czy pierwszy film, który powstał w głębinach ultraortodoksyjnego świata, aspirujący do bycia odpowiedzią na wszystkie żenujące, folklorystyczne portrety społeczności haredi, które ukazały się do tej pory na wielkim ekranie, mógł zostać stworzony nie przez kogoś, kto stał się wierzący dopiero jako człowiek dorosły – jak reżyserka Rama Burshtein – tylko przez twórcę, który urodził się i wychował w ultraortodoksyjnym getcie?

Krótkie wprowadzenie dla tych, którzy jeszcze nie spotkali się z tą opowieścią – film "Wypełnić pustkę", najwyżej oceniania izraelska produkcja 2012 roku, przedstawia historię Shiry, osiemnastoletniej dziewczyny ze społeczności haredi, która rozpoczyna poszukiwanie wśród uczniów jesziwy kandydata na męża, odpowiedniego dla jej stanu i temperamentu. Sytuacja komplikuje się, kiedy jej siostra umiera w połogu, pozostawiając młodego wdowca z dzieckiem.

Społeczność oczekuje, że Shira przejmie pałeczkę po zmarłej siostrze i poślubi szwagra, co sytuuje dziewczynę w samym centrum rodzinnej burzy. Historia jak z klasycznej telenoweli, jednak ponieważ dzieje się w ultraortodoksyjnym mikroświecie, widz może zanurzyć się w morzu powściąganych emocji, pod którego powierzchnią wszystko burzy się i wrze w ukryciu.

Wielkim osiągnięciem tego filmu jest między innymi to, że daje nam możliwość spojrzenia na świat haredi od wewnątrz. Nie ocenia i nie idealizuje, jak to zazwyczaj ma miejsce, kiedy bohaterami są ultraortodoksyjni Żydzi – wszystko opiera się na uczciwej i wieloaspektowej obserwacji. Chociaż w dziele pełno jest miłości do bohaterów, chociaż zachwyca chasydzką muzyką i skromną estetyką haredi, chociaż przedstawia solidarność wspólnoty z podziwem – jednocześnie nie unika przedstawiania wyzwań, jakie stawia człowiekowi ultraortodoksyjny styl życia, takich jak np. poszukiwanie partnera za pośrednictwem swatki czy postawa społeczności wobec bezżennych.

A jednak, nawet jeżeli świat haredi pokazany jest w filmie od wewnątrz, większość widzów – tak jak i ja – obserwuje go z zewnątrz. Z tego względu trudno byłoby mi nie zauważyć pewnej sprzeczności – film stworzony przez kobietę opisuje społeczność, w której kobiety głosu nie mają. W kilku scenach widzimy mężczyzn, śpiewających (bardzo melodyjnie) wokół stołu lub podczas uroczystości weselnych, podczas gdy kobiety obserwują ich w milczeniu z sąsiedniego pomieszczenia lub z drugiej strony bariery. Za tym milczeniem kryje się mglista pamięć potrzeb, tłumionych przez lata przymusowej bezgłośności.

Widać to zwłaszcza w poruszającej scenie, w której ojciec chłopca słucha, jak Shira usypia siostrzeńca grą na akordeonie. Nie wolno jej śpiewać, ale może grać – jej głos może być uznany za nieprzyzwoity, ale palce przebiegające po klawiszach akordeonu wyrażają ją w sposób omijający ograniczenia Halachy. Być może nakręcenie filmu „Wypełnić pustkę” było dla Burshtein takim właśnie halachicznym unikiem. Nie pojawia się w filmie, nie śmiałaby, nawet gdyby ciągnęło ją do aktorstwa – zostałoby to uznane przez jej społeczność za nieskromność. Wyraża się za pośrednictwem instrumentów: świeckich aktorów, którzy mają wolność publicznego okazywania uczuć.

Być może właśnie dzięki temu, że znalazła sposób na wyrażanie siebie między wierszami, w obrębie wyznaczonych granic, Burshtein może żyć spokojnie w ciszy właściwej ultraortodoksyjnym kobietom. Pytanie, czy taka forma ekspresji dostępna jest również dla kobiet, które urodziły się i wychowały w społeczności haredi. Czy Burshtein znalazłaby dość siły, koniecznej do zrobienia tego filmu, gdyby nie dorastała w środowisku świeckim, zachęcającym do wyrażania emocji i do twórczości? Czy to zbieg okoliczności, że najlepsze filmy o społeczności haredi tworzone są przez neofitów (takich jak Burshtein i Shuli Rand, twórca filmu "Ushpizin"), albo tych, którzy opuścili wspólnotę, jak David Volach – autor filmu „Mój ojciec, mój Pan” („My Father My Lord”)?

Podobny paradoks dotyczy społeczności kibuców – przez lata zasilane były przez rewolucjonistów, którzy opuszczali swoje dotychczasowe środowisko aby wybrać życie w jasno określonych, surowych granicach ideologicznych. Wnosili kreatywność i nowe inspiracje (jak np. pisarze Amos Oz i Natan Shaman lub artysta Moshe Kupferman), również dlatego, że przybyli do kibucu z bagażem bogatej kultury, od której zdecydowali się odciąć.

Pytanie, czy coś z tej wolności wyboru dociera do następnych pokoleń, rodzących się i dojrzewających pod stałą indoktrynacją. Czy to przypadek, że wybuchy kibucowej twórczości pochodzą od tych, którzy mogli wybrać życie w tej wspólnocie, albo od tych, którzy opuścili ją w złości lub zobojętnieniu, jak Meir Ariel, Ayin Hillel i Matti Caspi?

Wygląda na to, że czynnikami pobudzającymi twórczość w zamkniętych społecznościach są napięcia i tarcia, jakie występują pomiędzy nimi a światem zewnętrznym. Bez względu na to, czy twórcami stają się ci, którzy niedawno dołączyli do wspólnoty, czy też ci, którzy niedawno ją opuścili, wydaje się, że droga do poważnej twórczości wiedzie przez przestrzeń znajdującą się między dwoma światami. Inspiracja jest pochodną tego napięcia.

To właśnie zrobiła Burshtein w filmie "Wypełnić pustkę" – taka jest siła tego obrazu. Oznacza to, że pierwszy film, który przedstawia autentyczny obraz społeczności haredi i mówi o niej bez zająknięcia, jest w istocie filmem dwujęzycznym – lub takim, który mówi jednym, połączonym głosem, świeckim i ultraortodoksyjnym jednocześnie. Tym samym czerpie z obu światów, łącząc świecką wrażliwość z punktem widzenia haredi, przyzwyczajonych raczej do potępiania świeckiego układu odniesienia.

 

Tłumaczenie: Małgorzata Urszula Fortuna

Vered Kellner pracowała jako dziennikarka w Izraelu przez 17 lat. Niedawno przeprowadziła się z rodziną z Tel Awiwu do Nowego Jorku.

Źródło: Vered Kellner, A film that speaks Haredi, but with a secular accent, „Ha'aretz” , 3rd Jun. 2013.

do druku

poleć stronę