Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Powrót zimnej wojny

Ha'aretz


22-09-2013 / AP

 Syria służy jedynie jako stół, na którym dwa supermocarstwa próbują swoich sił w zmaganiach “na rękę”. Za obydwoma zawodnikami stoją podekscytowani kibice. Nie co dzień można oglądać pokazy w tej kategorii wagowej. Na międzynarodowej arenie dwaj zapaśnicy: jeden czarny, Amerykanin, drugi biały, Rosjanin.


Zmagania <i> na rękę</i>? /fot. Internet

Zmagania na rękę? /fot. Internet

 Czy Amerykanin naciśnie guzik uwalniający posicki cruise, czy ręka mu zadrży? Czy rosyjskie okręty wojenne opuszczą działa celując w burty okrętów amerykańskich , czy zawrócą? Ponieważ widownia nie została usatysfakcjonowana, szybko pojawił się znany schemat: kto przegrał, a kto wyszedł zwycięsko? Czy poparcie dla prezydenta USA Baracka Obamy zeszło poniżej czerwonej linii? Czy Władimir Putin, prezydent Rosji, jest rzeczywistym liderem?

Trudno uwierzyć, ale po raz kolejny wydawało się przez chwilę, że mała iskierka, w tym przypadku Syria, była blisko wywołania światowej wojny. Bo właściwie co się ostatecznie stało? Bezczelny Arab złamał moralną zgodę co do tego, że broń chemiczna nie powinna być używana i około tysiąc osób zginęło. Ale przecież jest to ta sama moralność, która pozwala, by Indie i Pakistan miały broń atomową, moralność, która nie jest w stanie przeniknąć umocnionych murów wokół izraelskiego arsenału nuklearnego, moralność, która ma trudności w zdecydowaniu, co począć z Iranem i płaszczy się przed Koreą Północną.

Ci, którzy przemawiają w imię tej moralnośc zapomnieli, że Stany Zjednoczone nie zaatakowały Iraku, gdy wystrzelił pociski chemiczne na Iran ani wtedy, gdy zbombardował on kurdyjskie miasto Halabja. Chemiczną bronią przez dziesięciolecia dysponował libijski przywódca Muammar Kadafi, mimo, że był sygnatariuszem traktatu o nierozprzestrzenianiu takiej broni. Ale gdy amerykańskie koncerny zarabiały krocie na libijskich polach naftowych, nikt nie ośmielał się żądać od niego, by pozbył się swoich trucizn. Istnieją sprecyzowane informacje na temat mniej więcej dwunastu krajów, które posiadają broń chemiczną, co do kilku są podejrzenia, że mogą ją mieć. Okazuje się – i nie jest to nic nowego – że raczej tożsamość użytkowników, a nie liczba ofiar jest tym, co paraliżuje międzynarodową moralność.

Zatem o co chodzi w tym przypadku z Syrią? Czy tylko o to, że skierowała swój chemiczny potencjał przeciwko cywilom? Jakiż to powód wściekłości, wobec milczenia i paraliżu, który ogarnął kraje Zachodu wtedy, gdy mordowano 110 tysięcy ludzi? Odpowiedź jest gdzie indziej. Wojna w Syrii odrodziła ducha zimnej wojny, zgodnie z którym każde supermocarstwo ma pod swoimi skrzydłami kilka protektoratów, a każdy atak na nie służy jako pretekst do walki lub grożenia drugiemu. W tym przypadku Obama także powołuje się na konieczność ochrony Izraela, Jordanii i Turcji (obywatele Syrii są mniej ważni, bo tak czy inaczej zostaną zabici) w celu usprawiedliwienia ataku na Syrię.

Rosja ze swojej strony manifestuje swoją opiekę nad Syrią – a w domyśle także nad Iranem – by zapobiec atakowi. Syria służy tu jedynie jako stół, na którym dwa supermocarstwa próbują swoich sił w zmaganiach “na rękę”. Użycie broni chemicznej było zaledwie wystrzałem z pistoletu startowego, który ustawił dwie potęgi naprzeciwko siebie, na chwilę przed ich przerażającym starciem.

I wtedy obaj mocarze nagle odkryli, że biorą udział w irracjonalnym zmaganiu, że powinni przekuć swoją odstraszającą potęgę w działania militarne na rzecz ofiar, które w dodatku wcale się nimi nie interesują, nie mając zresztą gwarancji wyraźnego zwycięstwa któregokolwiek z nich. Własnoręcznie omal nie pozbyli się najważniejszego atrybutu wszelkich superpotęg: groźby. Dlatego w ostatniej chwili doszli do zmysłów i zadeklarowali swoją więź. Syria wróciła do swojego lokalnego wymiaru, a z rąk jej prezydenta Baszara Assada wytrącono detonator międzynarodowego konfliktu.

Ale ta więź dramatycznie podniosła próg zewnętrznej interwencji militarnej we wszelkie konflity. „Czerwone linie” stracą wszelkie znaczenie, a lokalne walki będą się toczyć do śmierci, dopóki nie zagrożą równowadze supermocarstw. Niektórzy już się pośpieszyli, by tłumaczyć to jako zgodę na atak Izraela na Iran. Lepiej spuścić z tonu, i to szybko. Iran, podobnie jak Izrael, jest protektoratem, integralną częścią równowagi wpływów pomiędzy supermocarstwami. Izrael nie może być pewny, że Stany Zjednoczone zechcą ponownie wystąpić przeciwko Rosji, by pozwolić Izraelowi, by zrobił w Iranie to, czego Ameryka nie zrobiła w Syrii.

Źródło: Zvi Bar el, The Syria crisis: A throwback to the Cold War, „Ha'aretz” , | Sep. 17, 2013.

do druku

poleć stronę