Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Przegląd prasy »

Nelson Mandela i sprawa bliskowschodnia

BBC News


09-12-2013 / AP

 Śmierć Nelsona Mandeli, światowego autorytetu w walce o pokój i pojednanie, stanowi dla wielu okazję, by podkreślić swoje z nim związki. Zwłaszcza tam, gdzie trwa konflikt, obie jego strony starają się uwydatnić swoje prawo do jego moralnego dziedzictwa. 


Palestyński ministrant w kościele Świętej Rodziny w Ramallah podczas nabożeństwa za Nelsona Mandelę /fot. Internet

Palestyński ministrant w kościele Świętej Rodziny w Ramallah podczas nabożeństwa za Nelsona Mandelę /fot. Internet

 Życie Nelsona Mandeli było wyjątkowe, jego śmierć także jest szczególnym momentem. Człowiek, który za prześladowania odpłacił się cierpliwością, a za rasizm – pojednaniem, okazał się wcieleniem najszlachetniejszych instynktów ludzkości. Wybrał trudną drogę przebaczenia i wspólnotowej więzi, choć każdy usprawiedliwiłby go, gdyby zdecydował się na żal i zemstę.

Nie jest więc niespodzianką, że w wielu miejscach, gdzie trwa rywalizacja zwaśnionych stron, każda z nich stara się przedstawić swoje więzi z Mandelą od jak najlepszej strony. Nie inaczej jest na Bliskim Wschodzie.

Prawdą jest, że Mandela nie wdawał się specjalnie w cudze spory – być może z oczywistej obawy przez rozmyciem jego niesłychanego autorytetu moralnego przez powierzchowne zaangażowania na różnych polach światowych konfliktów.
Wiemy jednak sporo o bliskowschodnich związkach Mandeli, jak też o jego myślach i uczuciach związanych z tym obszarem.

Przypadek Palestyńczyków wydaje się oczywisty, gdy chodzi o powoływanie się na błogosławieństwo Mandeli. Podczas swojego wieloletniego uwięzienia Mandela otrzymał honorowe członkostwo Organizacji Wyzwolenia Palestyny, ramach swego rodzaju rodziny ruchów wyzwoleńczych na świecie.

Afrykański Kongres Narodowy (ANC) w ciągu wielu lat podziemnej walki miał też polityczne i materialne wsparcie Muammara Kadafiego, dyktatora Libii, a także kubańskiego przywódcy Fidela Castro. Mandela nigdy im tego nie zapomniał, nawet gdy polityczne wiatry się zmieniły i on sam stał się wielką gwiazdą, a niektórzy z jego dawnych sprzymierzeńców znaleźli się na przegranych pozycjach.

Gdy umarł Jaser Arafat, Mandela stwierdził, że był on “ikoną, we właściwym sensie tego słowa”.
Powiedział także: “Jaser Arafat był jednym z najwybitniejszych bojowników o wolność w swoim pokoleniu... To bardzo smutne, że nie spełniło się jego i jego narodu marzenie o państwie palestyńskim”.
Były minister spraw zagranicznych Autonomii Palestyńskiej Nabil Shaath, który pojechał osobiście poznać Nelsona Mandelę, uważa, że istniała osobista serdeczna więź pomiędzy Arafatem i Mandelą, która dodatkowo podkreślała łączące ich polityczne związki. Podkreśla, że Palestyńczycy powinni się wiele nauczyć od ANC, zwłaszcza jeśli chodzi o podtrzymywanie rozmachu światowej kampanii w ciągu wielu lat walki.
- Myślę, że ANC przeprowadził najlepszą w dziejach świata kampanię na rzecz zakończenia apartheidu. Można się od nich wiele nauczyć, i to także jeśli chodzi o lekcję pojednania – mówi Shath.

W czasie, gdy każdy, kto może się pochwalić jakimkolwiek związkiem ze spuścizną Mandeli, z dumą to podkreśla, Izrael znalazł się w boleśnie niewygodnej pozycji.
Był on bliskim, o ile nie sekretnym, sprzymierzeńcem południowoafrykańskiego apartheidu, zaopatrywał go w broń, i nie jest bezzasadne twierdzenie, że dzięki izraelskiej pomocy reżim białych trwał w Pretorii o wiele dłużej, niż gdziekolwiek indziej. Powiada się też – co jednak jest trudne do udowodnienia – że ta wspólpraca objęła także kwestię uzbrojenia atomowego.

Mandela uszczypliwie zauważył, że gdy w końcu uwolniono go z więzienia, otrzymał zaproszenia od niemal wszystkich krajów świata, z wyjątkiem Izraela. Gdy Izrael wreszcie zaczął go zapraszać (w latach 90. czterokrotnie), Mandela nie śpieszył się z przyjęciem tego zaproszenia.

I nie jest przypadkiem fakt, że gdy w 1999 r. przyjechał, był to moment, kiedy wydawało się, że ówczesny premier Izraela Ehud Barak w niedługim czasie podpisze końcowe porozumienie z Palestyńczykami. Mandela musiał żywić nadzieję, że jego obecność może pomóc w ostatecznym dopięciu tej ugody.
Tak się nie stało, porozumienie upadło, ale Mandela wyraził swój pogląd na istotę problem podczas swojej wizyty w izraelskim ministerstwie spraw zagranicznych.
Powiedział tam: “Rozmowy pokojowe pozostaną puste dopóki Izrael będzie okupować terytoria arabskie. Świetnie rozumiem, czemu Izrael je okupuje. Była wojna. Ale jeśli ma być pokój, musi nastąpić całkowite wycofanie się z tych ziem”.

Niewątpliwie związek Izraela z południowoafrykańskim reżimem pozostawił Mandeli nieprzyjemne wrażenie, ale izraelski ambassador w RPA Alon Liel powiedział, że porozumienie z Palestyńczykami może wiele zmienić.
- Nelson Mandela był wściekły z powodu tej współpracy, mówił, że tego nigdy nie da się zapomnieć, ale stwierdził, że jeśli zmienimy nasze podejście do Palestyńczyków, będzie można otworzyć nową kartę stosunków z Izraelem – wspomina Liel.
Mandela doskonale wiedział, jak sprawy polityczne równoważyć osobistymi.
Jego sympatia niewątpliwie była po stronie Palestyńczyków jako narodu, ale miał też w czułej pamięci wielu indywidualnych członków południowoafrykańskiej wspólnoty żydowskiej, którzy pomagali mu w najcięższych dla niego latach.

Był wśród nich człowiek, który dał mu pierwszą pracę w zawodzie prawnika, był też Arthur Goldreich, biały aktywista Afrykańskiego Kongresu Narodowego, który w momencie zagrożenia ukrył Mandelę, za cenę wielkiego osobistego ryzyka.
Mandela powiedział kiedyś: “Mam honorowy dług wobec Żydów, nawet jeśli czasem coś mi się wyrwie na temat Izraela”.

Po jego śmierci wszyscy będą się starać ile sił, by przypisać sobie choćby część jego spuścizny, Palestyńczycy zapewne bardziej wiarygodnie, niż Izraelczycy.
Rolą postronnego obserwatora jest dostrzeżenie, iż prawdziwą tragedią tego konfliktu jest fakt, że nie wykreował jeszcze swojego Mandeli, z moralną osobowością na tyle poteżną, by stała się ona katalizatorem trwałej przemiany. (Tłumaczenie i opracowanie: Anna Pawlikowska)

Źródło: Kevin Connolly, Mandela s mixed legacy for the Middle East „BBC News” ,

do druku

poleć stronę