Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Recenzje »

Papież jest nagi

Anna Pawlikowska


18-11-2011 / AP

Recenzenci filmu Nanniego Morettiego kładą główny nacisk na fakt, iż – wbrew temu, czego można się było spodziewać po zadeklarowanym ateiście – jego „Habemus Papam” nie epatuje jadowitą i bezkompromisowa krytyką Kościoła czy chrześcijaństwa.


Michel Piccoli jako kardynał Melville /fot. Internet

Michel Piccoli jako kardynał Melville /fot. Internet

Krytyka taka, można sobie to łatwo wyobrazić, wręcz sama się nasuwa, w świetle skandali, z którymi w całej Europie i w USA boryka się kler katolicki. Watykan i jego sekrety też nie od dziś przyciągają uwagę wielu mocno krytycznych badaczy i twórców, zatem o amunicję do solidnej kanonady satyrycznej nie byłoby trudno.

Tymczasem kardynałowie – poniekąd zbiorowy bohater filmu Morettiego – są ukazani jako lekko oderwani od rzeczywistości, ale z gruntu rzetelni i obdarzeni dobrą wolą uczestnicy tej uświęconej wielusetletnia tradycją loterii, jaką jest konklawe. Dokumentalne ujęcia z pogrzebu Jana Pawła II, od których zaczyna się film, nadają ton powagi teatrowi uroczystych procesji i zgromadzeń, w których uczestniczą przyodziani w purpurę mężczyźni. Ich stroje nie są w filmie przedmiotem drwinek, ich wiara i szczerość modlitwy nie budzą wątpliwości, nie ma żadnych złośliwych aluzji do celibatu. Spojrzenie reżysera jest czyste, wolne od podejrzliwości, którą instytucje kościelne tak często wzbudzają. Co więcej, także świecki rzecznik Watykanu, brawurowo grany przez Jerzego Stuhra, nie jest jakimś „ojcem chrzestnym”, nie ucieka się do żadnych machinacji i choć łże w żywe oczy, by ukryć przed wszystkimi skutki swoich zabiegów mających na celu uratowanie sytuacji, nie ma ukrytych intencji czy interesów, a jedynie stara się jak może, po ludzku, zaradzić nieoczekiwanemu obrotowi wydarzeń.

Bo oto spośród grona kardynałów, modlących się po cichu „Panie! Tylko nie ja!”, zostaje wybrana ofiara – nieznany nikomu kardynał Melville, o łagodnym uśmiechu 86-letniego Michela Piccoli. Decyzję konklawe przyjmuje, ale w chwili, gdy powinien wyjść na balkon, by pozdrowić oczekujące na Placu św. Piotra tłumy, dopada go atak paniki. Konsternacja na Watykanie jest kolosalna, okazuje się bowiem, że nowy papież cierpi na depresję, która nie pozwala mu podjąć obowiązków. Sprowadzony ukradkiem psychoterapeuta (w tej roli sam Nanni Moretti) ma związane ręce, bo przy próbie rozmowy z pacjentem, odzianym w dobrze Polakom znaną białą sutannę, asystuje całe kolegium kardynalskie. Rzecznik Rayski wywozi papieża incognito do miasta, do dosyć groteskowej psychoterapeutki, co jest dla elekta okazją, by wmieszać się w tłum i zniknąć. Zamkniętym na Watykanie kardynałom odcięty wraz z nimi od świata psychoterapeuta urządza mistrzostwa świata w siatkówce.

Tymczasem dla starego, odartego z purpury dostojnika samotna peregrynacja po Rzymie, naznaczonym wielkim, światowym oczekiwaniem na papieża, staje się symbolicznym powrotem do świata, o którym – mówi to psychoterapeutce – niczego nie wie i którego kompletnie nie pamięta. To zaś, co pamięta doskonale, to sztukę Czechowa „Mewa” i to dzięki niej potrafi złapać równowagę, nawiązać kontakt z ludźmi, podjąć decyzję.

Ta lekka humorystyczna opowiastka, wyraźnie surrealistyczna i najzupełniej wyzuta ze złośliwości czy jadu wobec Kościoła, przynosi jednak diagnozę gorzką i bezlitosną. Świat, pełen zwyczajnych ludzi, wypatruje z Watykanu znaku, osoby-symbolu, która naznaczy sensem ich życie. W filmie widzimy kilka kadrów ukazujących tłumy jak stada mrówek podążających w jednym kierunku – na Plac św. Piotra. A tam, za zasłoną papieskiego okna ukrywa się człowiek, tak skutecznie i długotrwale oddzielony od nich przez rytuał i maskaradę kościelnej konwencji, że wszystko, co nią nie jest, zostało z jego umysłu wymazane. Może tylko odgrywać swoja rolę zgodnie z szacowna tradycją, w kostiumach i dekoracjach sprzed wielu epok – albo uciec, bo rzeczywiste udźwignięcie ciężaru takich oczekiwań przerasta ludzką możność. Ukazanie owłosionego, nagiego torsu Michela Piccoli, nad którym bezradnie pochylają się lekarze chcąc zaradzić papieskiej niemocy, jest jedynym prawdziwym naruszeniem tabu, na jakie pozwala sobie Moretti w „Habemus Papam”. W rzeczywistości bowiem nikt nie odważyłby się ukazać papieża w najskromniejszym choćby negliżu. Jakieś dziecko mogłoby  bowiem wtedy zawołać: papież jest nagi!

Anna Pawlikowska

do druku

poleć stronę