Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Recenzje »

Uroda rzeczy nieodwołalnie minionych

Anna Pawlikowska


02-06-2012 / AP

 Przez każdą geograficzną krainę można przemknąć niemal nie tykając jej stopą, i to nawet wówczas, gdy się ją „zwiedza”. Książka Adama Wodnickiego „Obrazki z krainy d’Oc” pokazuje odwrotność tego stanu: wnika w Prowansję tak głęboko, że dociera do podstaw naszej ludzkiej kondycji.


„Inne chmury, inne drzewa, inne zapachy światło, ale przecież ten sam smutek, ta sama uroda – jak trującego kwiatu – rzeczy nieodwołalnie minionych” – pisze autor w rozdziale, w którym na skutek nagłego skojarzenia obrazów przenosimy się nagle z głównego placu Fontaine-de-Vaucluse na rynek podlaskiego miasteczka, na którym krzyżowały się drogi miejscowego aptekarza, rabina, organisty... Ten daleki, jak przez odwróconą lornetkę widziany obrazek, pełen postaci zastygłych w swojej codzienności, nieświadomych, że ich świat „już za chwilę pogrąży się w otchłani”, jest nieodzownym rewersem tej opowieści.

Wodnicki opisuje bowiem Prowansję pełną gamą zmysłów – jej zapachy, kolory i brzmienia – sięga jednak co chwila w głąb jej dziejów, chciałoby się powiedzieć: w głąb jej przeżyć. W krainie d’Oc bożek Pan umyka spłoszony przez legionistów Cezara, a oklaski dla zwyciezcy korridy mieszają się ze śpiewem słowików obok mostu Langlois, studiowanego pilnie przez van Gogha. Słowiki dziś brzmią tak samo, a Wodnicki skrupulatnie odtwarza trasę, którą w upale malarz pokonywał ulicami i przedmieściami Arles, by tam dotrzeć. Autor na swoich latami wydeptywanych ścieżkach odnajduje ślady antycznych bohaterów, Petrarki, w który w Vaucluse spędził w swojej samotni kilkanaście lat, Gauguina, trubadurów i poetów, miejscowych rzemieślników, sklepikarzy i filozofów, by w ostatnim rozdziale wzbić się w powietrze – w pokoju Antoine’a de Saint-Exupéry’ego w tuluzkim Hotel Le Grand Balcon.

Przeszłość Prowansji budzi zazdrość autora. „Czas, który tu biegnie, nie biegnie skokami od nieszczęścia do nieszczęścia, od klęski do klęski, od śmierci do śmierci. Historia nie jest oszalałą sinusoidą, ale prostą, na której odkładają się we właściwym porządku kolejne odcinki”. Wodnicki w potocznych scenach prowansalskiej codzienności nieustannie dostrzega struny łączące je z głębokimi pokładami kultury i dziejów. Dostrzega i tak potrafi je trącić, że przeszłość na moment rozbrzmiewa – jak średniowieczna piosenka o słowiku zaśpiewana nocą w pustym barze przy ulicy de la Calade przez zmęczoną dziewczynę w dżinsach i podkoszulku.

Szybko jednak milknie. Kto dziś potrafi tyle tonów wysłyszeć, tyle znaków wypatrzeć? „Z Juliuszem Cezarem znamy się ze szkolnej ławy”... Kto z tegorocznych maturzystów może to samo powiedzieć o sobie? I który z nich pośpieszyłby – wraz mieszkańcami Arles – na powitanie Cezara, którego popiersie pewnego majowego wieczora wyłowiono z Rodanu? „Wszyscy stali, milcząc, uroczyści, zapatrzeni w szarobrązowe wody”...

To niezwykła książka. Erudycja autora idzie w parze z lekkością splatających się opowieści i anegdot, wysnuwanych z miejsc, widoków, spotkań. Niektóre są owocem wytrwałych dociekań, obserwacji i studiów, inne – wynikiem niespodziewanego splecenia okoliczności z baczną uwagą i wrażliwością ich uczestnika i świadka. W jego Prowansji zbiegają się rozmaite nurty europejskiej kultury, a dystans przybysza pozwala dostrzec ich bieg, wzajemne odniesienia – i ich wsiąkanie w piasek rzeczy i zjawisk bezpowrotnie minionych. Dlatego ta opowieść przesycona jest nostalgią, która „powraca, (...)gdy czuję, że ziemia pod stopami obraca mi się za szybko, gdy chcę na chwilę przystanąć, spojrzeć za siebie, odnaleźć (...) obrazy świata, którego już nie ma, którego może nigdy nie było, (...) a przede wszystkim (...)poczucie ładu, wiary w bezpieczny porządek rzeczy, w trwałość i niezmienność wszystkiego, co jest”.

Zatem to ontologia i jej atrybuty – czas, przestrzeń, istnienie, konieczność, możliwość – a nie południe Francji, tylekroć opiewane przez poetów i malarzy, jest bohaterem tej opowieści, traktatu metafizycznego, którego prawdziwą intencję autor wyjawia na ostatnich kartach książki:
„Tylko słowo odwraca bieg czasu”.

 Adam Wodnicki, Obrazki z krainy d’Oc, Wydawnictwo Austeria, Kraków – Budapeszt 2012

do druku

poleć stronę