Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Recenzje »

Spowiedź Pasikowskiego

Anna Pawlikowska


14-11-2012 / AP

 Kilka dni temu na ekrany wszedł film „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego. Opowiada historię, jakich na Podlasiu i gdzie indziej może być wiele – odkrywania zbiorowej winy prowincjonalnej społeczności za śmierć żydowskich sąsiadów.


 Nie znam filmów Pasikowskiego, ale idiom jego mocnych, „męskich” obrazów, pełnych brutalności, penetrujących ukryte rewiry współczesnego polskiego życia, naznaczył wyraźnie spory obszar kultury. Na „Pokłosie” czekałam więc niecierpliwie.

Lekcja Jedwabnego była pouczająca na wielu poziomach. Dziennikarze tropiący tę zbrodnię opisują „wiek niewinności” tej historii – gdy świadkowie relacjonowali wydarzenia bez większych oporów, wystarczyło zapytać. Tak jakby okupacyjne ukąszenie śmiercią wciąż znieczulało wspomnienie. Potem – z zewnątrz – dotarła do wsi świadomość, że opisywane zdarzenia nie są zamkniętym rozdziałem, że potrzebna jest jakaś ekspiacja, jakiś inny rodzaj pamięci. I że zadośćuczynienie tej pamięci zagraża społeczności w najbardziej zasadniczym, materialnym wymiarze – każdy we wsi zna bowiem kogoś, kto na zagładzie miejscowych Żydów coś zyskał. Dlatego lepiej zamknąć oczy i zacisnąć usta. Okryć tę sprawę milczeniem. Milczy także miejscowy proboszcz, a burmistrz, który umożliwił upamiętnienie zbrodni i współorganizował pierwsze obchody jej rocznicy, w końcu wyemigrował z kraju, zaszczuty przez sąsiadów.

Przyjezdni czują ciężar tego milczenia. Zakorzeniona w naszej kulturze dialektyka wyznania winy i uwolnienia od niej wciąż nie może się w Jedwabnem ziścić. Strach pomyśleć, jakie skutki to odziedziczone wyparcie się winy może mieć dla młodych.

Czy mieszkańcom Jedwabnego pomoże „Pokłosie”? Czy pomoże tym społecznościom, do których nie dotarły ekipy telewizyjne ani dziennikarze stołecznych gazet? Pośrednią odpowiedź możemy usłyszeć w Ostrołęce, gdzie – jak podaje „Tygodnik Ostrołęcki” – odwołano zapowiedzianą na grudzień projekcję w DKF-ie, bo to „antypolski film”.

Film Pasikowskiego to historia przyjeżdżającego po dwudziestu latach do rodzinnej wsi emigranta z USA, który orientuje się, że jego brat – ogarnięty niezrozumiałą nawet dla siebie pasją wydobywania z dróg i wychodków zutylizowanych żydowskich macew – ściąga na siebie wrogość całej wsi. I nie chodzi o zniszczenie drogi, która żydowskimi kamieniami nagrobnymi była wybrukowana czy wyrwanie ich z kościelnego dziedzińca, ani o to, że ustawia te kamienie na swoim polu upodabniając łan pszenicy do kirkutu. Wieś zna tajemnicę, która zakryta jest przed obydwoma braćmi. Jej odsłonięcie – i odkopanie zbiorowego grobu Żydów spalonych przez sąsiadów w stodole – potęguje agresję potomków prześladowców. Prawem okrutnego paradoksu do ich grona należy też włączyć obu braci. Chodzi o hańbę, ale chodzi też o majątek po zamordowanych. Spiętrzone emocje eksplodują aktem agresji, po którym wszystko cichnie. Nad macewami w polu rozlega się kadisz odmawiany przez rabina z grupą cudzoziemskich Żydów.

Tę trzymającą w napięciu, dobrze skrojoną fabułę Pasikowski opowiada językiem, który wyraźnie nie jest adresowany do inteligenckiej publiczności. Schematyczne dialogi i dobitne obrazy nie pozostawiają wiele miejsca na niedopowiedzenia. Czające się zza kadru zagrożenie wyraziście podkreśla muzyka. Lecz agresorzy – z wyjątkiem jednej sceny – nie mają twarzy, nie ukazują się widzom. Dwóch sprawiedliwych (jak się uchowali? Cała wieś wie, a oni, tak samo umoczeni złym dziedzictwem, nie wiedzą nic?!) ma przeciwko sobie anonimowy, groźny tłum i ukryte w mroku cienie. Tak przybysz z miasta postrzega zwykle wiejską społeczność – jako zamknięty świat rządzący się sekretnymi, niejawnymi prawami. Od środka jednak wygląda to zupełnie inaczej. Wina nie rozkłada się po równo, racje są podzielone, solidarność – jeśli się pojawia – jest najczęściej wymuszona.

Co zobaczy podczas projekcji "Pokłosia" młody mieszkaniec Radziłowa czy Jedwabnego? Z którym z bohaterów się utożsami? Czy z Józkiem, płynnie odczytującym hebrajskie napisy na nagrobkach, czy z jego amerykańskim bratem, który przynosi na wieś swoje przekonanie, że „Żydki” światem rządzą i który w konfrontacji z dowodami zbrodni sprzed lat zmienia optykę? A może właśnie z tłumem wieśniaków stojących pod kościołem, przed którymi obawę czuje nawet ich stary proboszcz?

Reżyser nie bawi się w subtelności. Historię podlaskich zbiorowych zbrodni wykłada prosto: podburzeni przez Niemców, żądni krwi i żydowskich majątków mieszkańcy wsi i miasteczek, mordują całe rodziny swoich sąsiadów wrzucając widłami do płonących stodół maleńkie dzieci. Wołają przy tym, że to za ukrzyżowanie Jezusa. Dziś nie chcą o tym słyszeć ani mówić, a z lęku, że ktoś podważy ich prawo własności „pożydowskiego mienia” jeszcze dziś gotowi są popełniać okrutne zbrodnie. Zaś ów jedyny sprawiedliwy nic nie wiedział, o niczym nigdy nie słyszał, ale macewy – dziwnie całe – wydłubuje z wiejskich przybudówek przymuszony do tego niewiadomą intuicją.

Owszem, to w dużej mierze boleśnie prawdziwy obraz. Te zbrodnie miały w większości niesłychanie brutalny przebieg i jestem naprawdę wdzięczna twórcom filmu, że oszczędzili widzom dosłowności, a grozę płonących stodół przybliża w filmie jedynie scena pożaru pola pszenicy. Prawdą jest też, że ogromna część Polaków nie miała pojęcia o morderstwach popełnianych na Żydach przez przedstawicieli narodowej wspólnoty. 

Wydaje się jednak, że do tego, by mogła się spełnić zapowiedź reżysera, brakuje kilku elementów. 
Pasikowski powiedział otóż kilkanaście miesięcy temu: „Pokłosie to film o grzechach ojców i grzechach synów, o tym, że istnieje rozgrzeszenie, ale dopiero po wyznaniu win. Wygląda więc na to, że mój film będzie spowiedzią” ("Gazeta Wyborcza", 24 lipca 2011).

To możliwe, ale będzie to spowiedź człowieka z miasta, który o tym, co się działo na wsiach w czasie Holokaustu, dowiedział się z książek Grossa. Jedwabne, Radziłów, Wąsosz, Bzury i wiele innych miejscowości na swoją spowiedź będą musiały poczekać.

do druku

poleć stronę