Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Recenzje »

Przemoc czy dialog?

Anna Pawlikowska


04-02-2013 / AP

 „5 rozbitych kamer”, film, który święci triumfy na festiwalach i na oskarowe salony wprowadzi wiejskiego kamerzystę z Zachodniego Brzegu, ukazuje intymną historię małej miejscowości osaczonej przez „bliskowschodni proces pokojowy”.


 Gdy w świat poszła wiadomość, że do Oskara w kategorii dokumentalnej nominowano dwa izraelskie filmy, Emad Burnat zaprotestował. „To film palestyński. Opowiada o mojej wsi, mój wkład jest tu największy”. To prawda. Jednak oczywiste wydaje się także, że ten dokument nie powstałby bez pomocy izraelskiej – i nie chodzi tu tylko o rządowe dofinansowanie jego realizacji.

Przedstawiona przez Burnata historia Bi’lin, liczącej niespełna 2 tysiące mieszkańców wsi leżącej 4 km na wschód od „zielonej linii”, zaczyna się w 2005 r., gdy urodził się jego czwarty syn Gibreel. W tym samym jednak roku ziemie należące do mieszkańców wsi podzielił potężny, metalowy płot, który wzniesiono dla ochrony powstającego nieopodal izraelskiego osiedla. Rolnicy, odcięci od swoich pól i gajów oliwnych, zaczęli co tydzień urządzać pokojowe protesty, rozpędzane przez wojsko gazem łzawiącym i granatami hukowymi. W końcu wymogli jednak najpierw wycięcie w ogrodzeniu bramy, potem – dzięki pomocy izraelskich działaczy pokojowych – wygrali w 2007 r. w Sądzie Najwyższym orzeczenie, nakazujące cofnięcie ogrodzenia poza niezajęte jeszcze przez osadników tereny wioski. Nieprzerwane protesty, pomimo dramatycznych wydarzeń starające się zachować reżim non-violence, doprowadziły po czterech kolejnych latach do wykonania tego orzeczenia.

Emad Burnat stara się wszystkim tym wydarzeniom towarzyszyć ze swoją kamerą. Z kamerami – żaden bowiem aparat w jego rękach nie działa dłużej niż kilkanaście miesięcy. Są rozbijane przez żołnierzy, trafiane gumowymi kulami, jedna wręcz ratuje operatorowi życie. Zapisy z nich dokumentują codzienność prostych ludzi postawionych wobec potężnej machiny dysponującej armią, sprzętem budowlanym, prawem.

Narracja filmu celowo ogranicza horyzont zdarzeń do najbliższego kręgu operatora kamery, jego rodziny i przyjaciół. Manifestacje są najczęściej nieliczne, gromadzące ledwie kilkadziesiąt osób – śpiewających, wymachujących flagami, wykrzykujących w uniesieniu obelgi i apele do uzbrojonych po zęby żołnierzy – choć Burnat rejestruje też potężne zloty i tłumne zajścia. Czego nie pokazują obrazy z pięciu rozbitych kamer, to faktu, że w ciągu tych lat protesty w Bi’lin stały się sławne w Izraelu i w wielu krajach europejskich. Podczas rytualnego rozpędzania zgromadzeń przez wojsko ranna została irlandzka laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Mairead Maguire (kwiecień 2007 r.), gumowe kule dosięgły też włoskiego prawnika i wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego (kwiecień 2008 r.). Manifestujących mieszkańców odwiedził szereg polityków z różnych formacji i krajów.

Tego jednak nie oglądamy na ekranie. Widzimy za to aresztowania kolejnych braci operatora i śmierć jego bliskiego przyjaciela, Bassema Ibrahima Abu-Rahmy, zwanego Philem. Zginął w kwietniu 2009 r. trafiony w klatkę piersiową z wyrzutni pojemników z gazem łzawiącym. Jak podkreśla współreżyser filmu, Izraelczyk Guy Davidi, „nie mówimy o proteście bez przemocy w idealnym, pozbawionym przemocy otoczeniu. (...)Wyzwaniem dla ruchu pokojowego jest ta chwila, gdy ludzie umierają dookoła”. Dlatego w filmie pokazane są też sceny z sąsiedniej wsi Ni’lin, gdzie przemoc wojska była o wiele drastyczniejsza, skutkiem czego zginęły dwie osoby – dziecko i nastolatek – i gdzie reakcja ludności również była o wiele ostrzejsza.

Izraelscy komentatorzy ze zdumieniem konstatują, że obraz Izraelczyków w tym filmie pozbawiony jest tej drapieżności, którą można zobaczyć choćby w izraelskich mediach czy produkcjach filmowych. Żołnierze, gdy się na nich spojrzy z bliska, robią wrażenie skonsternowanych i niechętnie spełniających swoje powinności. O wiele bardziej agresywnie wyglądają osadnicy, zresztą skutek ich działalności – płonące drzewa oliwne – należy do najmocniejszych obrazów filmu. Narracja przemilcza jeszcze jedną kategorię Izraelczyków obecnych w tym dokumencie, jednak baczne oko wyłowi postać starszego pana o imieniu Yisrael, który Emadowi ofiarował drugą z kolei kamerę, czy młodych ludzi o fantazyjnych fryzurach pojawiających się podczas piątkowych protestów. Prawnikiem, który reprezentował mieszkańców Bi’lin przed sądem, był Michael Sfard, wnuk Zygmunta Baumana. I choć motorem pokojowych protestów był niewątpliwie Adib, Abdullah Abu Rahma (aresztowany w 2009 r. spędził półtora roku w więzieniu za zrobienie wystawy amunicji użytej przez wojsko przeciwko uczestnikom manifestacji), wydaje się oczywiste, że bez wsparcia izraelskich organizacji pokojowych nie byłoby możliwe nawet to skromne zwycięstwo, które stało się udziałem Bi’lin.

Czego bowiem także nie wyjawia narracja filmu, ale o czym mówi Guy Davidi, potęgą, której rzucili wyzwanie mieszkańcy tej wioski, były wielkie pieniądze.
„Zapora bezpieczeństwa stanowi krok w strategii konfiskowania jeszcze większych obszarów ziemi” – mówi reżyser w wywiadzie dla „Times of Israel”. – „Polityką państwa jest chciwość – nie bezpieczeństwo, ale konfiskata ziemi. W Izraelu jest kryzys mieszkaniowy i potrzeba taniej ziemi dla izraelskich osadników. Osadnicy, których widać na filmie, nie pojawiają się tam z powodów ideologicznych, tylko dlatego, że mieszkania na Zachodnim Brzegu są tańsze. To kwestia ekonomii”. Zalegalizowane w 2007 roku osiedle Mattityahu East, zbudowane na gruntach Bi’lin, powstało za pieniądze izraelskich przedsiębiorców Lwa Levieva i Shai Boymelgreena.

Zatem części swojej ziemi mieszkańcy wioski (teraz jest to już raczej przedmieście Ramallah) już nigdy nie odzyskają. Ale lata wytrwałych protestów i wysiłki, by powstrzymać eskalację przemocy, przyniosły wymierny, spektakularny rezultat. Zdaniem Davidiego mieszkańcy Bi’lin mają wielu naśladowców na Zachodnim Brzegu. Sukces filmu z pewnością ich umocni.
Czy to choć trochę przyśpieszy proces pokojowy? Niedowierzanie, z jakim dziennikarz gazety „Times of Israel” przyjmuje fakt, że istnieją jacyś Palestyńczycy, którym do głowy nie przyszło zorganizowanie zamachu terrorystycznego ani użycie wyrzutni rakiet domowego wyrobu, świadczy o tym, że do pokoju jeszcze daleka droga. Przemoc wrosła w umysły, stała się językiem zastępującym dialog. Film „5 rozbitych kamer” co najwyżej pomaga zachować nadzieję, że kiedyś będzie on możliwy.

 5 Broken Cameras, reżyseria: Emad Burnat, Guy Davidi, produkcja: Palestyna / Francja / Izrael / Holandia 2011.
 

do druku

poleć stronę