Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Recenzje »

Wyabstrahowane

Anna Pawlikowska


17-04-2013 / AP

 Siłą Łukasza Baksika – energią popychającą go do działania i mocą wyrazu jego dzieł – jest stale w nim obecna, nie dająca mu spokoju świadomość, czym są macewy. Gdziekolwiek je widzi: wśród chodnikowych płyt, na szlifierskiej maszynie czy w cembrowinie studni, myśli o grobach.


 O żydowskich grobach pozbawionych tożsamości, wyzutych z pamięci, o osieroconych kościach przodków tych, którzy grobów nie mają, bo ich własne kości spalono w krematoriach. I to nie ze względu na ten tragiczny kontekst Zagłady, ale po prostu dlatego, że chodzi o ludzkie cmentarze, miejsca otaczane czcią, chronione od grabieży nie tylko moralnym nakazem, ale też licznymi przesądami.

Jakoś nie uchroniły one żydowskich kamieni nagrobnych, które Baksik od ośmiu lat tropi na wiejskich podwórkach, w klasztornych murach i wielkomiejskich parkach. Przejechał 25 tys. kilometrów, rozmawiał z setkami ludzi, by uzyskać zgodę na zrobienie zdjęć. I zrobił tych zdjęć tysiące. Album zawiera niewielką ich część. Na kolejnych stronach kolejny zoom: najpierw fotografia obiektu, potem zbliżenie na miejsce, gdzie użyto tych charakterystycznie ciosanych piaskowcowych płyt, wreszcie zbliżenie, na którym – mniej lub bardziej wyraźnie, lecz za każdym razem niewątpliwie – rysuje się hebrajski napis.

Na koniec sekwencja kilkunastu „portretów” macew przerobionych na kamienie do szlifierek czy żaren. „Straszne” – mówi Baksik w zamieszczonej we wstępie rozmowie. – „Pomyśl – do wyrobu chleba! Jak komuś może smakować taki chleb?” Przy każdym zdjęciu takiego zeszlifowanego na okrągło kamienia jest tłumaczenie zachowanego na nim tekstu inskrypcji. Oto jeden z nich: „Która opuściła życie [..]wiele jałmużny rozdawała [...] spa[dła] korona [naszej] g[łowy] [ko]bieta doskonała [..]głosem lamentu nad [..]spocznie jej dus[za]”.

Każdy z tych kamieni powinien wrócić na cmentarz. To jest dla Łukasza Baksika rzecz poza wszelką wątpliwością. Nie bardzo wiadomo jednak, jak. Bo dla użytkowników tych wszystkich praktycznych przedmiotów i budowli pochodzenie i przeznaczenie budulca jest obojętne, przyzwyczaili się, nie zwracają na nie uwagi. Nie rozumieją treści napisów.

Niektórzy, po rozmowie z Baksikiem czy mocą własnego sumienia, starają się przywrócić w tym jakiś porządek – odkopują krawężniki, rozkuwają trotuary. Innych – jak zakonników z Kazimierza Dolnego, którzy chodzili po bruku zrobionym z macew przez Niemców podczas okupacji – zmusza do tego konserwator.

„Może [...]te rozrzucone po Polsce macewy wywędrowały w poszukiwaniu nieżyjacych i są tam, gdzie je Baksik sfotografował, niejako na właściwym miejscu?” – pyta Jan TomaszGross. „[...]Bo chyba tak musi być, że umarli, którzy nie zostali przyzwoicie pochowani, snuja się wśród żywych, nie dając im spokoju”. Przecież tych zakopanych „byle gdzie” Żydów jest pod powierzchnią polskiej ziemi wielu. I prawdą jest, że ich śmierć nie stała się dotychczas przyczyną żałoby tych, którzy zajęli ich miejsce.

Może więc musimy się potykać o owe „macewy codziennego użytku” tak długo, dopóki „w miejsce zadowolenia i poczucia wyniesionych korzyści [nie] zagości w świadomości zbiorowej Polaków zrozumienie poniesionych strat i żałobny smutek. I wtedy zmory czasów wojny przestaną nas dręczyć, a macewy z fotografii Baksika wrócą na cmentarz”.

Łukasz Baksik, Macewy codziennego użytku, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012 

do druku

poleć stronę