Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Recenzje »

Życie, którym wypełnia się pustkę

Anna Pawlikowska


15-07-2013 / AP

 Film „Wypełnić pustkę” jest w izraelskim kinie ważnym debiutem. To nie tylko debiut reżyserki, która dotychczas kręciła jedynie offowe produkcje edukacyjne dla chasydzkich kobiet, ale przede wszystkim to pierwszy autoportret ekranowy hermetycznej wspólnoty haredim.


Kadr z filmu <i>Fill the void</i>; w środku Hadas Yaron jako Shira. W pozostałych rolach wystąpili zawodowi aktorzy /fot. Internet

Kadr z filmu Fill the void; w środku Hadas Yaron jako Shira. W pozostałych rolach wystąpili zawodowi aktorzy /fot. Internet

 Urodzona w Nowym Jorku Rama Burshtein (1967) jeszcze przed ukończeniem w 1994 r. renomowanej jerozolimskiej szkoły filmowej Sam Spiegel Film and Television School stała się praktykującą wyznawczynią ultraortodoksyjnego judaizmu. Wyszła za mąż, urodziła czworo dzieci, swoje wykształcenie spożytkowała zaś kręcąc amatorskie filmy dla chasydek i prowadząc dla nich kółka filmowe.

„Wypełnić pustkę” zrealizowała – jak sama mówi – z bólu. Jej zdaniem obraz ultraortodoksyjnego żydowskiego życia służył dotychczas w kinie jedynie jako kontrapunkt dla aspiracji świeckiego świata. Zawsze też był przedstawiany z zewnątrz, nierzadko w prześmiewczej tonacji. Jej film miał być inny. I w jakimś sensie inny jest nawet istotowo, bowiem do rozpoczęcia pracy nad nim potrzebna była nie tylko akceptacja producenta czy instytucji finansującej (tu m.in. Israel Film Fund), ale – przede wszystkim – rabina.

Historia, którą przyciszonym głosem opowiada Burshtein, jest „mała, skromna, ludzka”. W dniu święta Purim umiera w trakcie porodu siostra 18-letniej Shiry. Jej nieśmiałe wkraczanie w dorosłość – pierwsze swaty, nadzieja wybrania sobie właściwego męża i rozpoczęcia z nim nauki życia – nagle zostaje zawieszone. Matka dostrzegła w niej nadzieję na zatrzymanie przy sobie nowonarodzonego, osieroconego przez matkę wnuka. Wdowiec wie, że musi się ożenić i jego rezerwa wobec tego pomysłu szybko kruszeje. Shira jest młodziutka, ale piękna i utalentowana.

Kolejne sceny filmu to kontredans tłumionych emocji w obwarowanej licznymi rytuałami codzienności, tocząca się w dusznych wnętrzach walka między własnymi, nader skromnymi aspiracjami Shiry a jej chęcią sprawienia, „żeby wszyscy byli zadowoleni”. Film kończy spłoszone, stremowane spojrzenie przyodzianej w bajeczne tiule panny młodej, gdy za nią i jej poślubionym przed chwilą mężem zamknęły się już drzwi mieszkania. Za tę rolę 20-letnia Hadas Yaron, która dopiero co zakończyła obowiązkową służbę wojskową, dostała na festiwalu w Wenecji puchar Volpiego dla najlepszej aktorki.

Portret chasydzkiej społeczności jest stonowany, fabuła nie zawiera wydarzeń, które wstrząsałyby fundamentami przedstawionego świata, konflikt rozwiązuje się na drodze dojrzewania postaw, przy wtórze konsolacyjnych zdań „będzie im ze sobą dobrze”. Co dla mnie najciekawsze, dylemat zarysowany przez reżyserkę subtelną kreską nie ma charakteru moralnego, ale ontologiczny, a jego istotę określa pojęcie użyte w tytule: pustka. Tę pustkę Shira musi wypełnić własną egzystencją.

Ale jakie jest pole jej wyboru? Czemu innemu miałaby owa egzystencja Shiry służyć? Jej pragnienie przeżycia przygody stawiania pierwszych kroków w małżeństwie z kimś równie niedoświadczonym, ale zupełnie nieznanym, jej matka traktuje jako mało znaczącą fanaberię, mogącą jednak zniweczyć jej plany. Kto oczekiwałby, że osiemnastolatka jest w środowisku ultraortodoksów pozbawiona wszelkiej podmiotowości, będzie zaskoczony konsekwencją, z jaką stawiana jest kwestia autonomii jej decyzji. Shira komunikuje ją ostatecznie nie w rozmowie, nie podczas rodzinnej debaty, ale wzywając na odsiecz cadyka, który zresztą zdążył już wcześniej wyśmiać jej chęć zadowolenia wszystkich.

Rama Bushtein jest zaskoczona, z jak entuzjastycznym przyjęciem spotkał się jej film w środowiskach ultraortodoksyjnych. Niektórzy oglądają go po kilka razy, dla wielu chasydów jest pierwszym kontaktem z wielkim ekranem. Reżyserka chciała, by był dla świata zewnętrznego wiarygodnym portretem haredim, oni zaś potraktowali go jak lustro, w którym mogą zobaczyć samych siebie, swój niezakwestionowany świat wartości, wolny od jakiegokolwiek obcego elementu.

Czy rzeczywiście wolny? Czy naprawdę fakt, że na ekranie ani na moment nie pojawia się żadna postać spoza chasydzkiego kręgu i nic nie podważa zasad, które obowiązują w ich świecie, oznacza, że powstanie tego filmu jest jego prostą emanacją? Wydaje się, że zasadnicza sprzeczność tkwi właśnie w osobie twórczyni filmu. Gdyby bowiem była ona wychowana od początku tak, jak jej bohaterki, ten film nigdy by nie powstał. Burshtein chasydzkie zasady przyjęła jako dorosły człowiek, ale gdyby to one ją ukształtowały od dzieciństwa, milczałaby jak Shira. I jedyne, co mogłaby uczynić ze swoim życiem, to wypełnić nim jakąś pustkę.

Anna Pawlikowska

do druku

poleć stronę