Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Sylwa »

It Gets Besser, będzie lepiej


17-05-2013 / AP

 - Tam, skąd pochodzę, oglądanie filmów uważa się za coś niedopuszczalnego – mówi Mendy Pape, niegdyś członek ultraortodoksyjnej żydowskiej gminy w Montrealu. Należy do coraz liczniejszej grupy młodych ludzi szukających swojej drogi w świeckim społeczeństwie.


 To się zaczęło, kiedy Mendy był w czwartej klasie. Przed rozpoczęciem lekcji w montrealskiej jesziwie zachodził do sklepu, żeby kupić suszoną wołowinę i lody, a także pokręcić się w okolicach stojaków z gazetami.
Chciał choć przez kilka minut nasycić spragniony wzrok okruchami opublkowanych tekstów, wszystko jedno, o czym. Zanim skończył lat 16 przestał nosić kipę i obchodzić szabat. Dziś Pape, siódme z jedenaściorga dzieci z pobożnego żydowskiego domu, ma 23 lata, zdobywa szlify zegarmistrzowskie w Trois-Rivières i jednocześnie pracuje na pełny etat jako kucharz. Na Facebooku ma pseudonim Nick Parker, utworzony z końcówki swojego prawdziwego nazwiska – Papernick. Dzięki temu unika ostrych reakcji współziomków, gdy na swoim profilu umieszcza zdjęcia z dziewczynami czy pokazuje swoją ogoloną twarz.

Nie każdy jest do tego stworzony, czasem ktoś rzuca szkołę albo zamiast ekonomii zaczyna studiować sztuki piękne. Pape od bardzo wczesnych lat wiedział, że sztywna struktura moralna i religijna ultraortodoksyjnego judaizmu nie pokrywa się z jego wewnętrznym kodeksem, więc ją porzucił.

- To jest wspólnota, w której każde działanie, każdy twój ruch od chwili, kiedy otwierasz rano oczy aż do pójścia spać, jest obliczony – mówi Pape. Nie ma dostępu do komputera, nie ma telewizji ani gazet, a jedyny kontakt ze świtem zewnętrznym jest w piątek wieczorem, gdy można pójść do miasta, żeby kupić religijne pisemko. – Pochodzę ze środowiska, w którym oglądanie filmów uważa się za coś niedopuszczalnego – dodaje. Ale pomimo porzucenia tej drogi, popiera żydowską ultraortodoksję jako całościowy sposób życia, choć nie dla każdego odpowiedni.

Pape uważa, że jest w pełni zintegrowany ze świecką kulturą, ale nie je wieprzowiny i nie pracuje w soboty ze względu na szacunek do swojego ojca. Czasem rozmawia z nim przez telefon, matka natomiast nie uważa go już za członka rodziny. Ekskomunikowała go.

W Monteralu żyje około 95 tysięcy Żydów, co stawia to kanadyjskie miasto na dziewiętnastej pozycji listy największych skupisk żydowskich na świecie. Około 13,3 tys. monteralskich Żydów wyznaje ultraortodoksyjną wersję judaizmu. Według organizacji Hillel, wspierającej ekonomicznie i moralnie byłych izraelskich ultraortodoksów, z tej liczby co roku 400 osób odchodzi od swoich korzeni. Nie ma żadnych oficjalnych statystyk w Montralu, jednak Yisroel Bernath, naczelny rabin centrum Chabadu, które pomagało Papemu, jest on jednym z setek młodych montrealczyków, którzy w ciągu ostatnich lat porzucili swoje utraortodokysjne żydostwo.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat Bernath miał do czynienia z ponad setką młodych ludzi, którzy poszukiwali drogi wyjścia. Rabin jest aktywnym użytkownikiem Twittera, gdzie obserwuje go ponad 14 tysięcy internautów. Mówi, że jego świecki sposób bycia nie jest jedynym powodem, dla którego musi służyć jako źródło zintegrowanej pomocy dla wielu młodych ludzi i ich rodzin.

- Może to dlatego, że ich akceptuję – mówi. – Każdy człowiek jest szczególny. Nie patrzę na taką osobę i nie osądzam jej na podstawie tego, jak wygląda, ale kim jest. Uważam, że powinniśmy oceniać ludzi ze względu na to kim oni są, a nie – kim my byśmy chcieli, żeby oni byli. No, a oni szukają kogoś, kto im powie „jesteś w porządku”. Najchętniej rabina, bo to jest bliska im postać – podkreśla Bernath.

Doradza rodzicom, by utrzymywali mocne więzi z dziećmi, które “porzucają stado”.
- Jeśli chcę, żeby moje dziecko zostało lekarzem, a ono zamiast tego woli księgowość, czy to oznacza, że mam je odrzucić? Nasze dzieci są indywidualnościami, nie możemy za nie wybierać im drogi – uważa Bernath. Jesteśmy ich nauczycielami i powinniśmy starać się wyposażyć je w jak najlepsze wartości. I mieć nadzieję, że gdy dorosną, będą dokonywać dobrych wyborów, ale kontrolować ich nie możemy.

W 2005 r. Bernath prowadził badania, by zrozumieć, dlaczego ludzie porzucają ortodoksyjny judaizm. Okazało się, że niekoniecznie musi to być pokusa opychania się cheeseburgerami czy oglądania filmów. Bernath uważa, że często przyczyną jest to, że rodzice mają skłonność, żeby negatywnie mówić w domu o rabinach i nauczycielach. Słyszy to małe dziecko, mające zdolność jedynie czarno-białego widzenia rzeczywistości. I na podstawie tego, że rodzice mówią, jak zły jest rabin, dedukuje, że to samo dotyczy judaizmu.

Uczeczka Papego stanowi odzwierciedlenie ruchu, który rozwinął się na YouTube w ubiegłym roku w Nowym Jorku. Nazywa się "It Gets Besser”, (“będzie lepiej”; “besser” w jidysz znaczy tyle, co „better”). Jego założyciel, 23-letni Samuel Katz, wychował się we wspólnocie Satmar, jednaj z najbardziej ortodoksyjnych gmin amerykańskich i uczęszczał do nowojorskiej jesziwy. W 2011 r. zestawił przypadkowo na Facebooku swoje stare zdjęcie, z pejsami i długą brodą, i obecne – w koszulce i dżinsach. Potem poprosił kilkudziesięciu swoich przyjaciół, żeby podesłali mu podobny zestaw, mając nadzieję, że w ten sposób pomoże tym, którzy po cichu marzą o takiej przemianie. Dziś strona It Gets Besser  ma 40 tysięcy odsłon.

Katz poczuł się zmuszony do działania po wielogodzinnej kłótni z rabinem, który tłumaczył mu, że nigdy nie będzie się mógł zintegrować ze świeckim społeczeństwem, że nie znajdzie pracy i że nikomu, kto próbował zerwać z judaizmem, to się nie udało.
- Wiedziałem, jak jest naprawdę – mówi Katz, który zerwał ze wspólnotą pięć lat temu. – Znałem ludzi, którzy to zrobili i bardzo chciałem zrobić coś, dzięki czemu mógłbym tę świadomość przekazać innym.

W 2010 r. amerykański pisarz i publicysta Dan Savage stworzył program It Gets Better Project, adresowany do nastolatków, którzy myślą o samobójstwie z powodu homoseksualności, bi- czy transseksualności. It Gets Besser jest żydowską wersją odpowiedzi na to samo zagadnienie – fundamentalną potrzebę pomocy.

Katz, razem ze swoimi przyjaciółmi, także niegdyś ultraortodoksyjnymi: Arim, który wstąpił do armii, Melissą, aktorką i Oscarem, osobą transseksualną, usliłowali stworzyć taki ruch, jakiego sami byliby wcześniej potrzebowaliby, przed swoim odejściem. Poprosili rówieśników o nagrania wideo, zamieścili wybór linków, które użytkownikom strony mogą pomóc w łatwiejszej integracji ze świeckim społeczeństwem. Wielu z nich po raz pierwszy będzie się kontaktować z obcymi, wielu musi nauczyć się angielskiego.

- Kiedy ktoś z gminy zapyta: „ok, ale w co ja się mam ubrać?”, mówię – wszystko tu jest, po prostu wejdź do internetu. Jest tu wideo dosłownie o wszystkim, co trzeba wiedzieć, łącznie z tym, jak się przechodzi przez ulicę – mówi Katz.

Dla niego samego pozostawienie wszystkiego za sobą spowodowało wiele skutków ubocznych, z szokiem kulturowym włącznie.
- Moje pełne imię to Usher Shmuel. Kiedy przyszedłem do zwykłej szkoły, musiałem używać mojego imienia z dokumentów, czyli Sam. Kiedy mówiłem ludziom, że noszę też imię Usher, mówili: o, to tak jak ten śpiewak rythm-and-bluesa. A ja nie miałem pojęcia, o kim oni mówią...

Twórcy ruchu mają siadomość ryzyka, jakie się wiąże z informacjami tego rodzaju.
- Nie mówimy: powinieneś, nie mówimy: zrób to. Mówimy: możesz – mówi Katz. – Jeśli ktoś chce zostać uczniem jesziwy, nie mogę mu mówić, czy to jest w porz ądku czy nie. Ja tylko chcę, żeby ludzie wiedzieli, że jest możliwość – nie przymus – żeby to porzucić.
Jego zdaniem jeden na dziesięciu uczniów jesziwy myśli o tym, żeby odejść.
- Jasne, że jest wiele odcieni tej sprawy – mówi 24-letni montrealski DJ Joshua Z. Jest jednym z sześciorga dzieci w swojej rodzinie. Od wczesnego dzieciństwa wiedział, że nie będzie w stanie wytrwać przez resztę życia w ultraortodoksyjnej wspólnocie, ze względu na wiele nieprzyjemnych doświadczeń w szkole.
- Byłem w jesziwie bity i zamykany w komórce dzień w dzień – mówi Joshua. – Gdy byłem młodszy, bez przerwy miałem zakażenie na uchu, które rozerwał mi nauczyciel, podnosząc mnie za ucho.
- Gdzieś w Biblii jest napisane, że coś takiego jest dla nauczyciela spełnieniem dobrego uczynku. A w każdym raie nauczyciel tak twierdził – dodaje Israel, brat Joshuy. Ma 29 lat i pomoga bratu w produkowaniu nagrań. Sam o odejściu pierwszy raz pomyślał mając dwanaście lat, gdy przypadkowo znalazł się w piątek wieczorem na jednej z głównych ulic żydowskiej dzielnicy w Montrealu i pytał przechodniów, czy oni też są Żydami z Lubawicza, tak jak on. „Jak ty możesz wierzyć w Boga?” zapytała jedna z pań z irytacją. Kiedy dowiedział się, że jest ona ocaloną z Holokaustu, odruchowo odsunął się od religii. Jako gorliwy zwolennik nauk ścisłych i metematyki, których nigdy w jesziwie się nie uczył, mówi o sobie, że jest ateistą.

Z kolei ich wieloletni przyjaciel, 24-letni Moe Wilansky, siódme dziecko z czternaściorga, cytuje ultraortodoksyjne prawa i zakazy, które były główną przyczyną jego odejścia.
- Kiedy miałem 15 lat, zacząłem zauważać świat zewnętrzny. Codziennie wychodziłem do miasta. Robiłem wszystko, byle tylko nie iść do synagogi – opowiada.

- Najlepsze w takim opuszczeniu stada jest to, że nie patrzysz wstecz – mówi Joshua. Wszyscy trzej zgadzają się, że dziś odejście jest o wiele łatwiejsze, niż było dziesięć lat temu. Dziś są portale społecznościowe, które stanowią ważny czynnik w tej coraz wyraźniejszej w Montrealu tendencji.

- Przecież nie zostawiliśmy tego po to, żeby chodzić po ulicach i dawać sobie w  żyłę – mówi Joshua. – Myślimy o naszej planecie, o naszej przyszłości, o przyszłości naszych dzieci. Żyjemy dla nas, dla rzeczywistości.

Tanya Zajdel, 26-latka, przez całe swoje życie jest ultraortodoksyjna, ale pomimo to rozumie tych, którzy decydują się odejść.
- Uważam, że to naprawdę jest zdrowe, znaleźć własną drogę do wyrażenia duchowych więzi, w taki sposób, który do ciebie przemawia. Czasem to nie jest dokładnie to, czego cię uczono, ale to dobrze – mówi.
Okres dojrzewania, zanim osiągnie się pełną dorosłość, oznacza jej zdaniem większą niezależność, wyjazdy, pracę, co pozwala ludziom „zatrzymać się i naprawdę przemyśleć siebie samych jako indywidualne osoby; przemyśleć swoje życie, to, w co się wierzy, co się ceni, co się naprawdę chce robić, a czego nie”.
Dla Zajdel najważniejsze jest to, czy wychowanie czyni człowieka lepszą istotą ludzką, lepszym rodzicem, przyjacielem.

Rabin Binyomin Weiss, który prowadzi w Montrealu sąd rabinacki – miejsce, gdzie Żydzi prowadzą swoje spory i oczekują rozstrzygnięcia przez rabina – uważa, że powinno się większy nacisk kłaść na sposób postępowania z dziećmi, traktować je z większą cierpliwością i ciepłem.
- To jest bolesna sprawa – mówi – bo jeśli ktoś się wychował w ultraortodoksyjnej rodzinie, a decyduje się na tak drastyczny krok, to przypuszczalnie stoją za tym jakieś bardzo niedobre doświadczenia w rodzinie lub we wspólnocie.
Weiss twierdzi, że każdy, kto styka się z taka sytuacją, powinien popatrzeć na siebie i zapytać, co się stało. Mimo że nierozwiązane kwestie psują rodzinne więzi, nadzieja jest dla wszystkich, włącznie z Mendy Papem, którego ojciec cały czas życzy mu powodzenia.
- W dzisiejszych czasach każdy chce być szczupły i wyglądać jak model – mówi ojciec Mendy’ego, rabin dr Dovid Sholom Pape, wydawca nowojorskiego magazynu "Moshiach Times”, rozprowadzanego też w Montrealu. – Ale kiedy twoje dziecko przestaje jeść, żeby właśnie tak wyglądać, a potem zaczyna cierpieć z powodu niedożywienia, strasznie się o nie martwisz. Ale przecież nie przestajesz go kochać, cokolwiek by się nie działo. Z zejściem ze ścieżki Tory jest tak samo.

Rabin Pape zauważa, że ludzie eksperymentują w przeróżny sposób, co nie stanowi powodu, by ich marginalizować. Te dwa światy są jego zdaniem nie do pogodzenia, różnice między nimi są zbyt wielkie, ale siła rodzinnej więzi może zasypać tę przepaść.
- Kocham go całym sercem, całą moją duszą – mówi ze wzruszeniem.

- Będzie lepiej? – pyta w zamyśleniu Mendy Pape. – Będzie lepiej, ale nie do końca, bo zawsze zostaje jakaś więź z judaizmem. Nigdy nie uda się jej odrzucić, nawet gdyby się bardzo chciało. Ale co z pewnością idzie ku lepszemu, to fakt, że jest duża część wspólnoty, która się ze mną spotyka. Oni dokładnie wiedzą, kim jestem i z jakiej rodziny pochodzę. I powoli, powoli ludzie zaczynają mnie akceptować. Mam nadzieję, że pewnego dnia także moja matka mnie zaakceptuje, bez brody i z kolczykami, które noszę.

Tłumaczenie i opracowanie: Anna Pawlikowska

Artykuł Leaving the fold in search of a besser life napisany przez MARISSĘ MILLER ukazał się w "The Gazette" w dniu 3 maja 2013 r.

do druku

poleć stronę