Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Sylwa »

Rocznica buntu więźniów w Treblince

Oprac. A. Pawlikowska


05-08-2013 / AP

 2 sierpnia na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady w Treblince odbyły się uroczystości 70. rocznicy buntu więźniów. Wśród kilkuset uczestników uroczystości był ostatni z żyjących przywódców buntu, Samuel Willenberg, później powstaniec warszawski.


Samuel Willenberg (w środku) podczas obchodów rocznicy buntu w Treblince /fot. Internet

Samuel Willenberg (w środku) podczas obchodów rocznicy buntu w Treblince /fot. Internet

 Psalm 130 za ponad 960 tys. zamordowanych Żydów z Polski i wielu krajów Europy odmówił Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich. W uroczystości wzięli udział duchowni katoliccy i prawosławni.

W buncie więźniów w Treblince, który wybuchł 2 sierpnia 1943 roku, wzięło udział kilkuset więźniów. Akcja była zaplanowana. Żydowscy więźniowie zdołali dostać się do zbrojowni. Wyniesiono stamtąd broń: kilkadziesiąt karabinów, amunicję i granaty. Wybuchła strzelanina, która ogarnęła wkrótce cały obóz. W trakcie powstania zginęło około 25 Niemców i 66 ukraińskich strażników, poległo też około 800 więźniów żydowskich. Spalono większość pomieszczeń obozowych. Około 200 więźniom udało się uciec z płonącej Treblinki. Z tej liczby większość poległa w czasie walki z niemieckimi żołnierzami, którzy ruszyli w pościg. Wojnę przeżyli jedynie nieliczni.

Samuel Willenberg, więzień obozu i uczestnik buntu, wspominał: "Nadszedł pamiętny dzień 2 sierpnia 1943 r. Było upalnie i słonecznie. Nad całym obozem Treblinka roznosił się odór spalonych, rozkładających się ciał tych, którzy przedtem zostali zagazowani. Ten dzień był dla nas dniem wyjątkowym. Mieliśmy nadzieję, że spełni się w nim to, o czym od dawna marzyliśmy. Nie myśleliśmy, czy pozostaniemy przy życiu. Jedyne, co nas absorbowało, to myśl, aby zniszczyć fabrykę śmierci, w której się znajdowaliśmy" (S. Willenberg "Bunt w Treblince").

Niemiecki obóz zagłady Treblinka II powstał na wiosnę 1942 r. obok istniejącego wcześniej obozu pracy. Nadzór nad obozem pełniło 25 esesmanów (Niemców i Austriaków) oraz około stu Ukraińców. Więźniów do obsługi transportów i sortowania mienia zagrabionego ofiarom było każdorazowo około 700-800; byli oni wybierani z kolejnych transportów. Obsługę komór i palenie zwłok pozostawiono ok. 300 więźniom, oddzielonym od reszty. Komendantem był na początku doktor medycyny Irmfried Eberl, następnie Franz Stangl, a od sierpnia 1943 – czyli od wybuchu buntu do całkowitej likwidacji obozu w listopadzie 1943 r. komendantem był Kurt Franz.

Ofiarami byli w większości Żydzi z Warszawy, Białegostoku, Grodna, Kielc, Radomia, Łukowa, Częstochowy, Kozienic i wielu mniejszych miejscowości. Polscy Żydzi byli tu przywożeni w wagonach towarowych, transporty z Zachodu Europy nieraz odbywały się w pociągach osobowych, za zakupionymi biletami. Przywożono tu Żydów z Niemiec, Austrii, Bułgarii, Grecji, Jugosławii, Czech, Słowacji, Belgii i Francji. Obóz ten był wyłącznie ośrodkiem zagłady Żydów, poza dwoma czy trzema transportami Romów. Szacuje się, zginęło tutaj 800-920 tys. ludzi.

Niemcy uczynili w Treblince wszystko, aby wprowadzić w błąd i ukryć przed ofiarami cel ich przybycia. Zbudowano atrapę stacji kolejowej i upozorowano przeładunek więźniów przed wyruszeniem do obozów pracy. Kobiety i dzieci przechodziły do baraku po lewej stronie placu, gdzie rozbierały się przed pójściem pod „prysznic”. Ubrania wiązano w tobołki, a przedmioty wartościowe oddawano w kasie do depozytu na końcu baraku. Sposób, w jaki przygotowano ubrania oraz zbierano depozyty, miał stworzyć złudzenie, że po kąpieli każdy dostanie swoje rzeczy i świeże ubranie z powrotem. Mężczyźni zostawali na zewnątrz, dopóki kobiety i dzieci nie zostały zabrane „pod prysznic”. Kilkudziesięciu mężczyzn wybierano do pracy – musieli wyczyścić wagony, zająć się ubraniami i bagażem pozostawionym przez ofiary. Kobiety i dzieci były zmuszone do przebiegnięcia przez korytarz zwany „drogą do nieba” – była to ogrodzona ścieżka o szerokości około czterech metrów, która prowadziła do komór gazowych. Wówczas mężczyznom kazano się rozebrać, oddać rzeczy wartościowe i potem oni także byli brutalnie zapędzani do komór.

Gazem trującym był tlenek węgla, pochodzący z gazów spalinowych. Śmierć następowała powoli, w ciągu 10-15 minut i w straszliwych męczarniach. Zastosowanie gazów spalinowych do uśmiercania w komorach było bardzo wygodne tanie ze względu na dostępność paliwa, w przeciwieństwie do cyklonu B.

Czas od otwarcia wagonów do zamknięcia komór wynosił około 20 minut. W komorze gazowej więźniowie musieli stać z podniesionymi do góry rękami. W ten sposób można było jednorazowo zmieścić większą liczbę ofiar. Na wierzch tej zbitej ludzkiej masy wrzucano malutkie dzieci. Gazowanie spalinami silnikowymi trwało około 25 minut.

- Jesteśmy na jednym z największych cmentarzy żydowskich na świecie. Między 15 lipca 1942 r. a 21 sierpnia 1943 r. zamordowano ok. 960 tys. Żydów z Polski, Czech, Słowacji, Grecji, Litwy, Jugosławii. To wielkie cmentarzysko, na którym nie znamy większości imion osób, które tu zginęły. Obóz został zniszczony dzięki zrewoltowanym więźniom. Rewolta miała miejsce 2 sierpnia 1943. r. – przypomniał w czasie uroczystości prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

- Dziękuje z całego serca, żeście przyszli tak liczną grupą do tego tragicznego miejsca – mówił wzruszony Samuel Willenberg. Podkreślił konieczność wybudowania służącemu przyszłym pokoleniom Centrum Edukacji o Zagładzie Żydów, którego kamień węgielny odsłonięto po uroczystości. – W Polsce, jak i na całym świecie, nie wolno tolerować antysemityzmu, bo to on doprowadził do Holokaustu – podkreślił Willenberg.

- To przesłanie należy traktować bardzo poważnie – powiedział szef MSZ Radosław Sikorski.

Wcześniej tego dnia w siedzibie MSZ w Warszawie Samuel Willenberg wraz z małżonką Adą spotkali się z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim.
- To pomnikowe postaci, bo uciec z Treblinki i potem jeszcze walczyć w powstaniu warszawskim to zetknąć się z tym, co było najgorsze w XX wieku – powiedział Sikorski po spotkaniu z Willenbergami. (Za KAI, "Rzeczpospolitą" i in.)

do druku

poleć stronę