Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Sylwa »

Skazać zanim umrą


10-12-2013 / AP

 We wrześniu niemiecki wymiar sprawiedliwości rozpoczął dochodzenie w sprawie trzydzieściorga byłych strażników z Auschwitz-Birkenau. Może jednak w ogóle nie dojść do wniesienia aktów oskarżenia przeciwko nim. Od czasu rozpoczęcia postępowania kilkoro byłych strażników zmarło.


Akcja plakatowa Centrum Simona Wiesenthala w niemieckich miastach /fot. Internet

Akcja plakatowa Centrum Simona Wiesenthala w niemieckich miastach /fot. Internet

 - Właściwie zaczęliśmy od 49 postępowań, ale niektórzy oskarżeni mieszkają za granicą, a co najmniej dziewięciu już zmarło. Wśród nich są nie tylko mężczyźni, ale i siedem kobiet – wyjaśnia prokurator Kurt Schrimm z Centrali Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu. Osoby, którym postawiono zarzuty, miały pracować jako strażnicy w obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau, co oznacza umożliwienie dokonania masowych zbrodni.

- Prokuratury muszą teraz szybko działać, jeżeli chcą zdążyć wnieść akt oskarżenia przeciwko trzydzieściorgu domniemanym sprawcom z Niemiec. Ci ludzie są dziś w wieku od 87-97 lat. – Jestem przekonany, że kolegom zależy na tym, aby jak najszybciej przygotować materiały dowodowe, ale mimo wszystko będzie to trwało kilka miesięcy – powiedział Schrimm.

Wszczęcie postępowania popiera Efraim Zuroff, dyrektor Centrum Simona Wiesenthala w Jerozolimie. Jego instytucja od wielu lat zajmuje się ściganiem zbrodniarzy wojennych, sprawców Holokaustu i pociąganiem ich do odpowiedzialności. – Oczekujemy i mamy nadzieję, że te sprawy jak najszybciej trafią do sądu i sprawiedliwości stanie się zadość. Tych ludzi trzeba skazać, zanim umrą.

Po zapoczątkowaniu w Berlinie, Hamburgu i Kolonii akcji plakatowej "Późno. Ale nie za późno!", w minionych miesiącach do Centrum wpłynęły informacje na temat 111 podejrzanych. Dalsze akcje plakatowe Centrum Simona Wiesenthala planuje w Lipsku, Stuttgarcie, Magdeburgu, Rostocku, Dreźnie, Norymberdze i Frankfurcie nad Menem.

Z kolei śledztwa Centrali Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu opierają się na liście 5000 nazwisk strażników i kapo, którzy mieli pracować w niemieckim obozie koncentracyjnym i zagłady w Auschwitz-Birkenau. – Ta lista istnieje już od dziesięcioleci i nikt nie wie, kto ją właściwie sporządził. Wiele przemawia jednak za tym, że została ułożona w latach sześćdziesiątych przez heski wymiar sprawiedliwości albo policję – wyjaśnia prokurator Schrimm. Wobec 30 osób, których nazwiska widnieją na tej liście, możliwe jest wniesienie aktów oskarżenia.

W przeszłości procesy w Niemczech przeciwko byłym strażnikom obozów koncentracyjnych nie były łatwe. Według postanowienia Trybunału Federalnego z 1969 roku byłym strażnikom należało w trakcie przewodu sądowego udowodnić indywidualną winę. Nie wystarczyło, że strażnik współuczestniczył w morderczej machinie nazistów. Jeżeli już w latach 60. trudno było udowodnić im ich indywidualny udział w morderstwach, dziś może to być jeszcze bardziej utrudnione. Często brakuje pisemnych dowodów winy. Świadkowie tamtych czasów umierają. Prawie 70 lat po II wojnie światowej wciąż wielu domniemanych sprawców nie zostało skazanych.

W 2011 roku nastąpił zwrot w orzecznictwie. Monachijski Sąd Krajowy skazał Johna Demianiuka, byłego strażnika obozu zagłady w Sobiborze, na 5 lat więzienia za pomoc w morderstwie w co najmniej 28 000 przypadkach. Jego indywidualnej winy nie trzeba mu było udowadniać. Wystarczyło, że pracował jako strażnik w obozie zagłady Sobibór. Ten wyrok umożliwił wdrażanie nowych postępowań. – Bez tego nasza akcja plakatowa byłaby w ogóle niemożliwa – wyjaśnia Efraim Zuroff.

Centrala w Ludwigsburgu prowadziła przez osiem miesięcy śledztwo w sprawie Demianiuka i przeczesywała akta w ukraińskich i rosyjskich archiwach. Kurt Schrimm i jego współpracownicy są nie tylko śledczymi i prawnikami – w poszukiwaniu dowodów pracowali jak historycy.
Demianiuk odwołał się od wyroku sądu do Trybunału Federalnego w Karlsruhe. Przed wszczęciem nowego postępowania zmarł.

Kompleks obozowy KL Auschwitz obejmował nie tylko obóz zagłady, lecz również obóz koncentracyjny. Kompleks podzielony był na Auschwitz I i obóz zagłady Auschwitz-Birkenau.

Podczas gdy większość deportowanych posyłano bezpośrednio po przyjeździe do gazu, więźniowie obozu koncentracyjnego mieli szansę przeżycia.

W przypadku Demianiuka wiadomo było, że pracował w obozie zagłady, jednak udowodnienie tego innym byłym strażnikom z Auschwitz nie będzie łatwe. Jeśli nawet sądy pierwszej instancji skażą wspomnianych 30 domniemanych zbrodniarzy wojennych, nie wiadomo, czy ich wyrok zostanie podtrzymany przez Trybunał Federalny. Poza tym nie jest jasne, czy niemieckie sądownictwo jest formalnie kompetentne, by orzekać w tych sprawach. To pytanie pojawia się zawsze wtedy, gdy sprawca nie był obywatelem niemieckim, a czyn został popełniony za granicą.

Na przykład Demianiuk ani nie był obywatelem niemieckim, ani też zarzucane mu czyny nie zostały dokonane na ziemi niemieckiej. Ale udowodniono mu, że wśród jego ofiar byli obywatele Niemiec. Dlatego jego przypadek można było rozpatrywać przed niemieckim sądem.

Ale co się stanie, jeśli żaden z tych warunków nie zostanie spełniony? Wtedy trzeba będzie wnieść oskarżenia za granicą. Tu znów rolę odgrywa czynnik czasu. Nie wiadomo, czy domniemani sprawcy, będący w bardzo zaawansowanym wieku, w ogóle dożyją procesu poza granicami Niemiec. (Za Onetem i Deutsche Welle)

do druku

poleć stronę