ścieżka: wolontariat

Koncepcja działań bibliotek publicznych na rzecz wolontariatu bibliotecznego - Ewa Tłuczek

 

 

 

Wolontariat biblioteczny to dość niecodzienne zestawienie słowne, a jednak ma ono swoje uzasadnienie językowe. Zgodnie ze słownikiem Władysława Kopalińskiego wolontariusz to praktykant pracujący bez wynagrodzenia w celu wyuczenia się zawodu [Władysław Kopaliński Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 1985]. Przyzwyczailiśmy się do używania słowa "wolontariusz" w odniesieniu do osób niosących bezinteresowną pomoc osobom potrzebującym lub oczekującym bezinteresownej pomocy.

W dzisiejszym zabieganym świecie wydawać by się mogło, że osób, które nie mają konkretnego powodu -materialnego lub innego - do niesienia pomocy, nie ma zbyt wiele. Biblioteka nie jest miejscem, gdzie taka bezinteresowna pomoc jest częstym zjawiskiem. Takie spojrzenie nie jest dalekie od rzeczywistości, ale warto się zastanowić, czy tak musi być, czy naprawdę nie ma sposobu, aby wolontariusze pomagali w bibliotece i to nie tylko w sytuacji, kiedy są skierowani w celu zaliczenia praktyki zawodowej. Jak uniknąć przymusowości takich zajęć i spowodować u młodych osób, które do końca nie wiedzą, co chcą robić w życiu, aby zachowali miłe wspomnienia z praktyk? Jak wesprzeć potrzebę doskonalenia warsztatu dobrego bibliotekarza i równocześnie zachęcić młodych ludzi do przychodzenia do biblioteki i bezinteresownej pomocy, przecież te dwa cele się nie wykluczają? Chociaż nie ma łatwych odpowiedzi na te pytania, nie są one bynajmniej retoryczne - być może w dalszej części uda mi się na nie odpowiedzieć.

Moje dwudziestokilkuletnie doświadczenie, jak również praca z wieloma praktykantami, nauczyły mnie wielu rzeczy. Pozwoliły znaleźć sposoby, aby studenci zachowali miłe wspomnienia z praktyki, aby umożliwić szlifowanie warsztatu bibliotekarza przez młodych adeptów, jak również zapewnić mi pomoc w prowadzeniu obleganej przez czytelników biblioteki. Niewystarczająca liczba etatów zmusza do szukania niezobowiązujących form pomocy.

Zastanawiałam się, jakich "czarów" w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku używała bibliotekarka w szkole, że zawsze był tłum chętnych dzieci i młodzieży do pomocy. Wydaje się, że przyczyny były proste - dzieci i młodzież chętniej sięgali po książkę, pomoc w bibliotece oznaczała bowiem pewien prestiż. Wkroczenie do zaczarowanego świata książki i możliwość jej oprawienia, przygotowania wystawy oraz przekazania rówieśnikom jej treści w celu zachęcenia do czytania były wystarczającymi pretekstami, aby ubiegać się o "stanowisko" pomocnika bibliotekarki. Dzisiaj nadmiar zajęć młodzieży oraz przesunięcie priorytetów i potrzeb raczej w kierunku komputera, kina lub telewizji pozornie wydaje się wykluczać szanse na zachęcenie dzieci lub młodzieży do takiej bezinteresownej współpracy. Ale nic bardziej błędnego. Moje doświadczenia potwierdzają, że istnieją nieprzymusowe metody perswazji nieodwołujące się do przymusu, które mogą ściągnąć pomocników do biblioteki.

Być może moje doświadczenia podpowiedzą, w jaki sposób przyciągnąć praktykanta, a później prawdziwego wolontariusza do biblioteki. Istnieje kilka zasad, które udało mi się ustalić i których staram się zawsze przestrzegać:

1. Praktykant to nie zło konieczne. Nie powinien służyć do wycierania kurzu, chodzenia po zakupy i podlewania kwiatków.

2. Każdemu praktykantowi należy dokładnie wytłumaczyć zasady funkcjonowania biblioteki, jak również zapoznać go z regulaminem i tymi jego punktami, które należy bezwarunkowo przestrzegać.

3. Dokładnie zapoznajemy się z programem praktyk tak, aby adepci nie otrzymywali zadań wykraczających ponad ich umiejętności. Jeśli zaś decydujemy się na wprowadzanie nowych elementów, cierpliwie tłumaczymy zasady.

4. Dokładnie motywujemy potrzebę wykonania każdej pracy, jeśli jest to ścieranie kurzu tłumaczymy, że warto dbać o własne płuca (taka argumentacja nie brzmi jednak wiarygodnie, jeśli warstwa kurzu sugeruje, że sami nie dbamy o czystość w bibliotece).

5. Dobre efekty przynosi wprowadzenie atmosfery odpowiedzialności za bibliotekę.

6. Zlecamy do wykonania nie tylko proste zajęcia, których nie brakuje w bibliotece, ale również wprowadzamy w świat bibliotecznych zawiłości.

7. Praktykanci uwielbiają chodzić do księgarni na zakupy - jeśli możemy sobie pozwolić na luksus zakupów, oddajmy wybór książki w ich ręce oraz zachęćmy do uzasadniania wyborów.

8. Nie ograniczajmy dostępu praktykantów do czytelników, zawsze z boku można czuwać nad ich pracą.

9. Nie wyznaczajmy zadań na czas. Obietnica wcześniejszego wyjścia bywa bardzo kusząca, co może przynieść odwrotny skutek.

10. Zorganizujmy w czasie trwania praktyki wycieczkę i to niekoniecznie do innej biblioteki, a w każdym razie nie do biblioteki podobnej do naszej, posiadającej porównywalne - także w sensie wieku - zbiory. Interesującą propozycją może być odwiedzenie biblioteki ze starymi księgozbiorami – znajdziemy je nie tylko w miastach, także w niewielkich miejscowościach funkcjonują ciekawe biblioteki klasztorne. Może to też po prostu być wyprawa w ciekawe miejsce - interesująca zwłaszcza dla praktykantów niepochodzących z danej miejscowości - połączona np. z dyskusją o Bibliografii Estreichera, która będzie tematem bliskiego egzaminu. Ten temat dla prawie każdego studenta jest na początku prawdziwą zmorą.

11. Po każdych zajęciach można podsumować dzień, powiedzieć, co zostało wykonane dobrze, a co źle. Nie należy unikać imiennej, delikatnej reprymendy. Studenci czują, że ich praca jest kontrolowana na bieżąco i przynosi to pozytywne efekty.

12. Przestrzegajmy zasad obustronnej punktualności. Określmy dokładnie godziny pracy i starajmy się ich przestrzegać.

Wprowadzanie takich zasad daje pewne szanse, że praktykanci docenią nasz wysiłek. Co prawda zdarzają się praktykanci trudni, wręcz "niereformowalni", ale nawet oni potrafią się zmienić. Na pierwszym spotkaniu z praktykantami rozmawiam zawsze o tym, czego nauczyli się już na zajęciach lub ewentualnych praktykach. Pytam, co lubią robić i z czym mają problem. Często się okazuje, że pracownicy biblioteki są pomocni dla praktykantów piszących lub dopiero wybierających temat pracy magisterskiej. Możemy im coś doradzić, pokazać, jak szukać źródeł, a nawet pokusić się o wytłumaczenie różnicy między "op. cit." a "ibidem". Warto też wygospodarować czas, aby na zakończenie dnia porozmawiać o tym, które czynności były proste, a które sprawiały problemy. Pytam zawsze o pomysły, które mogłyby usprawnić pracę biblioteki i przyczynić się do zadowolenia czytelników, czyli rówieśników praktykantów, których potrzeb często do końca nie znamy. Pozostawienie możliwości podejmowania decyzji też nie jest pozbawione sensu, warunkiem jest tylko to, aby praktykant, np. przy zakupie książek, potrafił nas przekonać do danej - według nas nawet niepotrzebnej - pozycji książkowej lub zmiany punktu regulaminu. Wiadomo, że musimy dostosować do rocznika wszystkie nasze decyzje dotyczące wyboru zajęć lub zakresu swobody pozostawionej praktykantom. 

W zależności od profilu biblioteki, jak również od grupy wiekowej czytelników, uzależniamy wprowadzanie nowości w bibliotece. Może warto - jeśli pozwalają na to warunki - pozostawić możliwość zorganizowania spotkań np. w przedszkolu lub w samej bibliotece, na których praktykanci będą mogli czytać dzieciom książki lub opowiadać o nich? Może warto zorganizować konkursy dla młodzieży? Pozwólmy więc praktykantom przygotować takie spotkania. Ich naturalnym środowiskiem jest komputer, znakomicie potrafią połączyć jego zalety z książką. Takie spotkania się udają. Zastanówmy się również, co mamy do zaoferowania, co mogłoby zachęcić młodzież do pomocy w bibliotece. Kilkakrotnie pytałam studentów, co ich motywuje. Wiele osób odpowiadało, że ich przydatność dla kolegów w sytuacji, kiedy mogli się wykazać umiejętnościami w wyszukiwaniu bibliografii, jak również nauczenie kolegów, jak zrobić opis bibliograficzny lub przypis. Na pytanie, czy byliby skłonni poświecić się pracy w bibliotece np. podczas wakacji, odpowiadali pozytywnie. Mało zasobny portfel wyklucza możliwość wyjazdu na wakacje, dlatego chętnie pomogliby w bibliotece gdzieś poza aglomeracją miejską w zamian za darmowe mieszkanie. Zastanówmy się, czy nie mamy takich możliwości. Dzieci na wsi bardzo często podczas wakacji się nudzą, może wspólne czytanie Harry'ego Pottera pod gruszą mogłoby być źródłem obustronnego zadowolenia.

Być może moje doświadczenia staną się źródłem inspiracji pozwalając zorganizować dobrą praktykę lub zapewnić pomoc w bibliotece. A być może wszystkie moje sugestie są już znane. Tak jak wiele zawodów - w przypadku których trudno mówić o korzyściach materialnych - wiąże się z powołaniem, tak i bibliotekarstwo jest pewną misją. W dzisiejszym świecie opanowanym przez komputer i pośpiech zarówno umiejętność, jak i chęć czytania, zanika. Czy nie jest to wyzwanie?