Forum
   
Forum

Polecamy

Nowoczesna parafia

Papieże wobec kwestii żydowskiej

Ochrona życia – prawo a edukacja

Dekalog demokracji

Młodzi o przeszłości i przyszłości

Deklaracja europejska

Deklaracja europejska Chrześcijan Żydów i Muzułmanów

Przeciwko antysemityzmowi

Indeks nazwisk

Indeks tematów

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Sylwa »

Zagłada na polskiej wsi

Anna Pawlikowska


26-02-2011 / AP

 24 lutego w warszawskiej siedzibie PAN odbyło się seminarium poświęcone dwóm, napisanym przez wybitnych badaczy książkom, które niejako przygotowują grunt wobec oczekiwanego ukazania się wzbudzających ogromne kontrowersje „Złotych żniw” Jana T. Grossa.


Obie prace: „Jest taki piękny słoneczny dzień... Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945” Barbary Engelking oraz „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu” Jana Grabowskiego opowiadają o ostatniej, trwającej ponad dwa lata fazie Holokaustu, gdy po likwidacji gett we wsiach i lasach wyłapywano Żydów, szukających ocalenia od Zagłady. Seminarium, które prowadził Jacek Leociak z Centrum Badań nad Zagładą Żydów, przyciągnęło liczne grono zainteresowanych. Wśród panelistów, oprócz obojga autorów i prowadzącego, zasiadł prof. Stanisław Obirek (Uniwersytet Łódzki) oraz dr Krzysztof Persak (Biuro Edukacji Publicznej IPN oraz Instytut Studiów Politycznych PAN).

O różnicach między obiema publikacjami mówił dr Persak. Podkreślał, że choć łączy je tematyka i podobny system wartości, choć podają podobne, a czasem wręcz te same przykłady i opierają się na zbliżonych materiałach, są książkami zupełnie różnymi. „Judenjagd...” Grabowskiego – co zaznaczone jest w tytule, stanowi studium, przynosi zobiektywizowany obraz badanego obszaru. W książce Engelking także nie brak systematyzacji i kategoryzacji, ale badaczka nie ukrywa emocji, podkreśla swój osąd i przyjmuje osobistą odpowiedzialność za swoje hipotezy, co wyraża się poprzez wypowiedzi w I osobie. Zachowując rygory piśmiennictwa historycznego zapisuje treści psychologiczne.

„Jest taki piękny słoneczny dzień...” rekonstruuje losy ukrywających się, oddaje głos umarłym – mówił Krzysztof Persak. Ważny jest kontekst – ukazanie się zapowiadanych „Złotych żniw”, w których porusza się problem wydawania i mordowania Żydów. Prelegent podkreślił, że książka Barbary Engelking nie mówi o tym, co Polacy zrobili Żydom, gdyż nie zajmuje się sprawcami, ale doświadczeniem ukrywających się, ściganych, mordowanych. Nie jest to książka oskarżycielska. Oskarżają fakty, lecz intencją autorki jest wysłuchanie ofiar, empatia, unaocznienie – mówił Persak. Rzeczywistość przez nią opisana istotnie jest „pustynią ludzką”. W świetle tej książki Polacy nie zdali egzaminu, lecz pozostaje otwarte pytanie, czy mogli go zdać. Dystans Polaków i Żydów był ogromny i utrudniał nie tylko odruch pomocy, ale też blokował możliwość jej poszukiwania. Historyk zwrócił uwagę, że pojawienie się Żydów na wsi było problemem, na który autorzy obu książek nie pozostali ślepi.

Obie książki opisują jednak olbrzymią liczbę złych czynów. Żeby je popełnić, nie wystarczy dystans, ale odczłowieczenie. Dr Persak postawił pytanie, czy owo odczłowieczenie to był proces, czy też Żydzi nagle przestali być ludźmi w oczach polskiego otoczenia.
To, co jego zdaniem uderza, to bezwzględność i okrucieństwo. I kolejne pytanie – na ile ono wystąpiło szczególnie wobec Żydów, a na ile było okrucieństwem wsi w ogóle.
Podsumowując wywód na temat książki Barbary Engelking prelegent stwierdził, że jest ona dowodem, że historia jest dziedziną humanistyczną, stawiającą podstawowe pytania o człowieczeństwo. Łączy naukowy rygor z wypełnianiem imperatywu moralnego.

Omawiając drugą książkę Persak podkreślił, że jest ona oparta na schemacie klasycznej rozprawy. Zwrócił uwagę na aneks nr 7, zawierający relację Izaaka Izraela, który jako właściciel kilku dorożek był Niemcom potrzebny w czasie likwidacji getta w Dąbrowie Tarnowskiej. Transportując ofiary, był świadkiem tego, co działo się na całym obszarze objętym bestialską likwidacją, także udziału zatrudnionych przy tym polskich formacji. Jan Grabowski dowodzi, że Niemcy byli uzależnieni od polskich pracowników, ukazuje też szczególną rolę granatowej policji. Pełniła ona funkcje wykonawcze, na równi z żandarmerią niemiecką. Krzysztof Persak, korzystając z danych Grabowskiego wyliczył, że wśród Żydów zamordowanych w powiecie Dąbrowa Tarnowska na skutek denuncjacji, połowę zabili polscy policjanci. Autor dostrzega ich uwikłanie – pomiędzy lojalnością wobec wspólnoty a rozkazami niemieckimi. W podobnej sytuacji znaleźli się wszyscy funkcyjni na wsi (skądinąd temat struktur bezpieczeństwa i samorządów wiejskich nie doczekał się dotychczas żadnego opracowania), zatem sołtysi i zwierzchnicy straży pożarnych czy wart wiejskich.

Książka profesora Grabowskiego ukazuje też, jaką rolę odegrali junacy z Baudienstu w likwidowaniu gett, rabunku i wyłapywaniu Żydów, podaje przykłady okrutnych zabójstw, których się oni dopuszczali. Gruntownej demitologizacji poddaje autor przekonanie o powszechnej na wsi pomocy dla Żydów. Dowodzi, że szansa na przeżycie była ściśle związana z tym, czy pomoc była opłacana czy też nie (ewentualnie na poziomie rekompensaty wydatków). Otóż w tym pierwszym przypadku często dochodziło do wydawania lub zabijania przechowywanych – nieraz przez długie miesiące – Żydów, którym skończyły się pieniądze albo rosło ryzyko dekonspiracji.

Dr Persak zwraca uwagę, że Jan Grabowski w swojej książce używa zobiektywizowanego, powściągliwego tonu. Przełamuje go w jednym rozdziale: gdy mowa jest o Sprawiedliwych i o ekstrapolacji ich niewyobrażalnego, nieopisanego bohaterstwa na całe polskie społeczeństwo przez ludzi, którzy ich czyny wykorzystują w ściśle ideologicznych celach. A przecież z przeprowadzonych przez niego badań wynika, że działanie Sprawiedliwych to rzadki wyjątek w morzu obojętności i zła. Kontrast pomiędzy ich postawą a resztą społeczeństwa jest większy – podkreśla Persak – niż zwykliśmy uważać.

Podsumowując, badacz stwierdził, że obie książki rewidują potoczne wyobrażenie o okupacji na wsi i o sytuacji Żydów, którzy się tam znajdowali w III fazie okupacji. Wydawanie i mordowanie Żydów było zjawiskiem powszechnym. Nie były to incydenty, ale napotykane co krok zjawisko, burzące Hilbergowski podział na sprawców, ofiary i świadków. W polskiej rzeczywistości okupacyjnej ze świadka zbrodni łatwo było stać się jej uczestnikiem, nie tracąc przy tym statusu ofiary, w każdej chwili wystawionej na prześladowania.

Zbrodnie na wsiach dokonywane były przez tych, od których oczekiwano pomocy. Gdy popełniali je Niemcy, było to przewidywalnym i obliczalnym elementem horroru tych czasów. Gdy przychodziły z rąk współobywateli, nieraz współmieszkańców tej samej bliskiej okolicy, wzbudzały o wiele większy wstrząs. To właśnie – zdaniem Persaka – może tłumaczyć antypolonizm niektórych środowisk żydowskich, tak bolesny i zaskakujący dla wielu, którzy się z nim zetknęli. Mówca przypomniał, jak ogromne kontrowersje wzbudziło ukazanie się trzy lata temu książki Jana Tomasza Grossa „Strach”, mówiącej o powojennym antysemityzmie i pogromach Żydów. Obie omawiane książki pokazują, że to nie wzięło się znikąd, tylko stanowiło kontynuację polowań na Żydów prowadzonych powszechnie na polskich wsiach. Jak ten fakt przełożył się potem na stosunek Polaków do Żydów po wojnie? Biorąc pod uwagę, że 70 % dzisiejszego społeczeństwa wywodzi się ze wsi, takie powszechne obciążenie pamięcią biernego lub czynnego uczestnictwa w zbrodniach i konieczność zachowania ich w tajemnicy jest do dziś wielkim obciążeniem, znajdującym upust w powszechnym na prowincji antysemityzmie.

Ten temat podjął kolejny mówca – prof. Stanisław Obirek. Tajemnica, którą objęte było zniknięcie w czasie okupacji żydowskiej połowy ludności jego rodzinnej wsi, leżącej nieopodal Bełżca, była absolutna. Zagłada Żydów nie była przedmiotem ani wspomnień, ani przekazów artystycznych. Zdaniem Obirka te książki mogą pokazać język, jakim można będzie – także na wsi – mówić o tym, co się stało, a czego byliśmy świadkami i uczestnikami.

Prof. Obirek zwrócił uwagę, jak trudno jest pisać takie książki i czytać takie źródła. Ich powstanie jest ogromnie ważne, przenoszą bowiem debatę na inny poziom – nie ideologii, ale faktów. Zauważył również, że „wielkim nieobecnym” obu publikacji jest Kościół. I sam od razu wyjaśnił przyczynę tego stanu – który nie wynika z niechęci autorów do badania źródeł kościelnych, ale z zupełnej niedostępności kościelnych archiwów. Zilustrował tę okoliczność cytując jednego z biskupów, który miał powiedzieć kiedyś: – Wszystko już wiemy, a archiwa mogą to tylko potwierdzić. Nie ma więc powodu, żeby je otwierać...

Jak twierdzi Stanisław Obirek, nieuznanie, niedopuszczenie do świadomości tej ciemnej strony wsi zobrazowanej w obu książkach stało się przyczyną jej moralnej zapaści. Winę za to przemilczenie ponosi cenzura komunistyczna, ale także i Kościół, który mógł w tej sprawie wiele uczynić, ale tego nie zrobił. Zdaniem Obirka właśnie to milczenie, niewiedza i nieświadomość tego, co w ostatnich latach wojny spotykało Żydów na polskiej wsi tłumaczy, dlaczego diaspora żydowska tak niechętnie nawiązuje do kilkusetletniej historii paradis judeorum.

Kilka interesujących kwestii podniesiono podczas dyskusji. Padło z sali pytanie, jak, na jakie kategorie, można podzielić tych, którzy ratowali, biernie patrzyli, czy wreszcie dawali pomoc. Profesor Grabowski uważa, że granice te są płynne. Wielu ratujących, co ukazują jego badania, ostatecznie przeszło na stronę morderców. Gdy wyczerpywały się pieniądze za ukrywanie, albo pojawiało się zagrożenie denuncjacją, dla wielu gospodarzy, którzy przyjęli uciekinierów pod dach, najprostszym wyjściem było zlikwidowanie Żydów, którzy w przypadku wydania ich w ręce Niemców mogli ściągnąć na nich samych zagrożenie. Z „pomocą” przychodzili wtedy granatowi policjanci, ze strony których nie groziło ukrywającym niebezpieczeństwo. I to oni dokonali znacznej części takich egzekucji.
W tym kontekście okazuje się, jak zaniedbanym naukowo polem jest zagadnienie funkcjonowania społeczności wiejskich. Grabowski podkreślił, że brak jest choćby jednego opracowania dotyczącego struktur straży pożarnych, roli sołtysów, sposobów działania strażników nocnych. Tymczasem wszystkie te zorganizowane i często zhierarchizowane formacje były przez Niemców wykorzystywane dla ich celów – także dla celu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”.

Jan Grabowski odnosząc się do zagadnienia postawionego przez dr Persaka rozważał wpływ przedwojennej propagandy antysemickiej na stosunek wsi do żydowskich uciekinierów z Zagłady. Sprawa ta w książce została potraktowana marginalnie, jednak z badań profesora Grabowskiego wiadomo, że w diecezji tarnowskiej cieszyło się dużą popularnością wydawane przez tamtejszą Akcję Katolicką pismo „Nasza Sprawa”, które w ostatnich latach przed wybuchem wojny prowadziło intensywną akcję na rzecz „odżydzenia”, wspierając bojkot żydowskiego handlu i usług. Nawoływano też do społecznego izolowania „obcego elementu”. Jednak nawet tak gwałtowna propaganda antysemicka, do jakiej doszło przed wojną, nie była dostatecznym motywem dla ludobójstwa, choć stanowiła dogodny grunt.

Przełomem, zdaniem badacza, była akcja likwidacyjna. Ludność wokół gett była niemym świadkiem nieprawdopodobnej orgii zbrodni i bestialstwa, w której zresztą niektórzy wzięli udział. To wtedy Polacy zobaczyli, że życie Żyda nie ma najmniejszej wartości, że każdego z nich – od starca po maleńkie dziecko – można w okrutny sposób bezkarnie zabić. I to był moment odczłowieczenia; od tej chwili Żydzi stali się zwierzyną, na którą się poluje, ograbia, wydaje na śmierć.

do druku

poleć stronę